Magiczne ogrody – Janowiec dla dzieci

W ramach wakacyjnych podróży z cyklu „poznaj swój kraj” 😛 wybraliśmy się wczoraj do Janowca (vis a vis Kazimierza Dolnego) do Magicznych Ogrodów. Reklamują się jako pierwszy w Polsce ogród sensoryczny. Na sporym obszarze rozrzucone są fantastyczne krainy zanurzone w bujnej, kwitnącej roślinności.

Spacer rozpoczęliśmy od domu czarodzieja, który nas wita – opowiada o Ogrodach i śpiewa. Dzieci były zachwycone.magiczne

Nieco dalej majaczyły wielkie pomarańczowe…marchewki! Trafiliśmy na pole pełne marchewek gigantów i takich zajęcy.

ODSC_0189Obok sprzedawano watę cukrową w nienaturalnych kolorach, na szczęście żadne z towarzyszących nam dzieci nie reflektowało na takie atrakcje. Nie było czasu na jedzenie, bo był bieg ku następnym rozrywkom.

DSC_0180

Następna była Bulwiakowa Osada – sadyba takich małych bulwiastych stworków. Po ich krainie przejeżdża się kolejką – dorośli też!

20160718_133717

Czekając w kolejce na kolejkę :D, można oglądać z bliska domki bulwiaków, można sobie do nich wchodzić, ale niestety tylko dzieci się tam mieszczą.

DSC_0198

Po przejażdżce żądni dalszych atrakcji pomknęliśmy do Krasnoludzkiego Grodu. To gród iście magiczny – Krasnoludy, rycerze i do tego dwie czarne świnki. Można przymierzyć się do miecza, założyć na głowę prawdziwy hełm rycerski, zejść do podziemi albo wspiąć się do ratusza.

DSC_0223

Ale to nie koniec ciekawostek u krasnoludów – można potrenować strzelanie z kuszy, pobujać się na wieeeelkich huśtawkach, a nawet pokręcić się na karuzeli.

DSC_0238

I jeszcze jedna atrakcja nie tylko dla dzieci! Kiedy ostatni raz zjeżdżałyście ze ślizgawki? Ja wczoraj!

DSC_0253

Mimo takie sobie pogody dzieciaki były niezmordowane, nie wiedziałam, że Magiczne Ogrody będą dal nich aż taką atrakcją. Następne było Smocze Gniazdo. Stukaniu w jajka i wspinaniu się na małe smoczki nie było końca.

DSC_0256

A zaraz za smokami można było wykazać się zręcznością i odwagą wspinając się do smoczych (chyba) gniazd.

DSC_0264

Następny punkt, czyli Wodny Świat na pewno budzi więcej zachwytu w upalne dni, ale i wczoraj znaleźli się chętni do moczenia rąk, pompowania wody i patrzenia jak spływa systemem drewnianych rynienek.

DSC_0274

Wszędzie było pięknie, widać było ludzi dbających o to,żeby nigdzie nie było chwastów, ani zwiędłych kwiatów, żeby każdy kamyk był na swoim miejscu.

DSC_0187

Rozrywki były dopasowana głównie do dzieci, ale i dorośli się nie nudzili – jeśli tylko zechcieli spojrzeć na świat z mniej poważnej perspektywy i posłuchali chociażby szumu (a właściwie pomruków) tych drzew.

DSC_0204

A żeby nieletnie towarzystwo było na pewno ubawione do granic, wstawiono jeszcze siedem wielkich trampolin i trzy dmuchańce – no jak bez dmuchańca?

DSC_0290

I powiem Wam, że to co tu pokazałam to jeszcze nie wszystko, a oprócz tego Magiczne Ogrody wciąż się rozbudowują.

Spędziliśmy tam około pięciu godzin – łącznie z obiadem. restauracja ma dość ograniczony wybór dań, ale ceny są znośne. Dla mnie jako osoby nie jedzącej mięsa wybór był baaardzo wąski: sałatka grecka lub pierogi z truskawkami.

W sytuacji gdy dzień jest piękny i nigdzie się nie spieszymy można spędzić tam cały dzień, można rozłożyć koc na jednej z wielu łączek, skryć się w cieniu pod baldachimem, a ponad wszystko spacerować, spacerować….

DSC_0203

Jedynym minusem całego przedsięwzięcia jest cena biletów – byliśmy w 8 osób zapłaciliśmy 110 zł,a to i tak taniej, bo skorzystaliśmy ze zniżki w grouponie – oszczędzając 24 zł. Dzieci poniżej 110 cm wchodzą gratis.

Magiczne Ogrody leżą w odległości 55 km od Lublina i 135 km od Warszawy. Myślę, że warto zaplanować wycieczkę – dzieciaki będą zachwycone.

Czerwiec – podsumowanie „czytalności”

W czerwcu udało mi się przeczytać całkiem sporo. Sprzymierzeńcem jest mi piękna pogoda- dzieciątka brykają po podwórku, a ja zerkając na nie jednym okiem mogę sobie czytać co nieco. W tym miesiącu nie było niczego bardzo bardzo słabego, ale nie było też żadne petardy. Oto „plon” czytelniczy w czerwcu (subiektywnie – od najsłabszej w tym miesiącu):

Autostopem – 12 porad

Zaczęły się wakacje więc temat letni – podróże. Dawno, dawno temu – w 2002 roku w podróż poślubną postanowiliśmy pojechać autostopem. Celem była Barcelona! Pomysł wydawał się prosty w wykonaniu – co za filozofia stać i machać. Dość szybko okazało się, że to nie takie banalne, bo oprócz jazdy należy „ogarnąć” sporo innych rzeczy.

Klopsiki – cieciorka z jaglanką

Dzisiejszy obiad inspirowany był przepisem z blogu ervegan.com. Lubię ciecierzycę i wreszcie opanowałam robienie falafeli. Wychodzą mi naprawdę pyszne. Przez długi czas falafele rozpadały się w czasie smażenie i ni hu hu nie mogłam dociec przyczyny. Przecież robiłam dokładnie według przepisu (jak nie ja), moczyłam, gotowałam, ugniatałam. Gdzie tkwił błąd?

Dzieci – po co właściwie?

Wczoraj słowo „matka” odmieniane było przez wszystkie przypadki, zaraz dzień dziecka więc nie nad matką, a nad dzieckiem się zadumam na chwilę 😛

Po co są dzieci? Ilu rodziców tyle odpowiedzi, najsłynniejsza :

żeby na starość miał kto ci szklankę wódki wody oczywiście podać

Ostatnio, żeby na 500+ się załapać, zawsze też fajnie mieć urlop macierzyński, L4 na chore dziecko etc. A tak na serio dlaczego mamy dzieci? Nie wiem tak do końca, może hormony? Może marzenie o wieczności? W końcu nasze dzieci to kawalątek nas samych, potem we wnukach, pra wnukach…

DSC_0264

Przecież jeśli nie jestem Elvisem, ani Skłodowską, to 50 lat po mojej śmierci nikt o mnie pamiętał nie będzie. A tak jest szansa, że kiedyś jakiś mój pra ktoś tam patrząc na zdjęcie będzie znał moje imię.

Rozważając prokreację niektórzy idą na żywioł, niektórzy rozważają wszystkie za (klik tutaj) i przeciw (potem tutaj), efekt jest ten sam – dzieci.

Długi czas opierałam się macierzyństwu, nie myślę jednak, że coś przez ten czas straciłam. Teraz jestem szczęśliwa, mam moje bachorasy i dobrze mi z tym. Nie uważam jednak, że ktoś kto świadomie rezygnuje z rodzicielstwa robi źle. W końcu to tylko jedna z wielu dróg, które przychodzi nam wybrać. Najważniejsze, żeby nie żałować.

Wczoraj spotkałam znajomych mojej mamy, bardzo mili, bezdzietni ludzie na emeryturze. Mają fajny dom, sad, ogród, zwierzaki i bardzo się kochają. Nie wiem dlaczego nie mają dzieci, ale chyba im ich brak. Usłyszałam od nich bardzo smutne słowa skierowane do mojej mamy: „Masz wnuki, dzieci, a my co ? Żyjemy, bo żyjemy, o tak, z rozpędu, aby do końca.”

Może właśnie po to mam dzieci? Po to, aby kiedyś, kolokwialnie rzecz ujmując, mieć dla kogo żyć? Cieszyć się z czyichś sukcesów, pocieszać kiedy coś pójdzie nie tak. Może po to są dzieci? Żeby można było mieć tą krzepiącą świadomość bycia potrzebnym?

Kobieta profesor – rara avis

Podczas wczorajszej konferencji znowu ze zdziwieniem zobaczyłam, że na sali prawie nie było kobiet. W kameralnej grupie dwudziestu kilku osób było 4 panie (w tym ja). Wśród 26 prelegentów 10 kobiet: 7 magisterek, 2 doktorki i tylko jedna kobieta habilitowana. Wśród panów 2 magistrów, 7 doktorów i 6 habilitowanych. Dlaczego przytaczam te liczby? Chociażby dla tego, że kobiet jest statystycznie więcej i częściej kończą studia. Ale po „zdobyciu” mgr, gdzieś znikają. Wśród pracowników naukowych im wyżej tym mniej kobiet. W moim instytucie mamy tylko dwie dr hab, podczas gdy panów jest sporo. Na poziomie doktora jest nas trochę, ale potem się znacznie przerzedzamy.

Czy kobieta jest głupsza?

Nie dajemy rady zrobić na czas habilitacji i się nas z uczelni pozbywa. Mężczyźni w pocie czoła piszą, publikują, jeżdżą na konferencje, a my co? Lenimy się? To pewnie zależy od kobiety. Większość jednak zajmuje się nie tylko nauką, ale i rodziną. Tak, wiem, że praca na uczelni to nie praca, bo nie siedzi się tam 8h dziennie przez pięć dni w tygodniu – słyszałam taką opinie. Powinnam więc mieć czas i na dzieci i na dom i na naukę. Pewnie byłoby mi łatwiej gdybym siedziała na uczelni przez kilka godzin dziennie, a nie „tylko” prowadziła zajęcia. Miałabym czas na pisanie. W domu jest milion innych rzeczy do zrobienia (oprócz przygotowania się do zajęć) więc pisanie czegoś sensownego może okazać się trudne. Czasem padam na nos i jedynym wysiłkiem intelektualnym na jaki mnie stać jest przeczytanie książki, a powinnam PISAĆ książkę, albo jakiś nowatorski wiele wnoszący do nauki artykuł, najlepiej w języku obcym.

A mnie się czasem po prostu już nie chce myśleć

Pracując w biurze zwykle po zamknięciu biurka ma się wolne. Ja po wyjściu z uczelni zaczynam pracować. Może powinnam być bardziej zorganizowana. Wysłać dzieci do przedszkola i żłobka i pisać, tworzyć, wyżywać się naukowo. Może. Tylko, że moje dzieci nigdy więcej nie będą małe, już za chwile pójdą swoim i drogami i nie będą chciały, żeby im czytać i bawić się z nimi.

Dawno temu, moja promotorka od pracy magisterskiej powiedziała, że praca naukowa jest bardzo ciężka i szczerze odradza tą drogę. Ba, nawet dodała, że z tego powodu ma tylko jedno dziecko. Śmieszyło mnie to wtedy, zwłaszcza, że profesorka była niewątpliwie fachowcem w tym co robiła, ale wydawała się być nieco autystyczna. Teraz już wiem. To nie praca naukowa, ale próba połączenia pracy z życiem – to dopiero wyzwanie. Obawiam się, że aby być dobrym i zaangażowanym naukowcem trzeba umieć oderwać się od rodziny – facetowi łatwo to zrobić. Może zamknąć się w pokoju i powiedzieć „tata pracuje” i nikt nie przeszkadza. Sytuacja kiedy „mama pracuje” też jest możliwa, ale żeby nikt przez kilka godzin nie zapytał: kiedy obiad, gdzie moja koszulka, albo nudzi mi się? Szczerze wątpię.

Chyba dla tego karierę naukową robi kobieta samotna, albo chociaż brzydka i głupia – vide pewna panna Krysieńka. No dobra, żart nie był najwyższego lotu, ale jak się rozglądam to wśród młodych profesorek większość to panny, albo przy najmniej bezdzietne. Matki Polki realizują się gdzie indziej.

Mam doktorat, czy dam radę więcej? Nie wiem.

Prasówka – jak opluć Marię Cz.

Wczoraj zmarła Maria Czubaszek. Szkoda, bo z jej dowcipem bardzo mi było po drodze. Jak zawsze przy takiej okazji pojawiają się artykuły „ku pamięci”, a pod nimi to co lubię najbardziej – komentarze. Zawsze fascynuje mnie co ludzie wypisują przy takich okazjach. Fala jadu może obezwładnić. I to niestety niezależnie od tego na jakich łamach się artykuł ukazał. Miłosierni bliźni są wszędzie. Dzisiaj krótka prasówka, wybór podłych komentarzy :

Gazeta Wyborcza

Pod wywiadem z przed 8 miesięcy:

  • Czubaszek – idiotka, która chwaliła się ilością zrobionych skrobanek. Świetny „autorytet” dla „Michnikówki”.
  • nie przesadzajcie z tym zachwytem – mówiąc sloganem – dupy nie urywała
  • a gdzie porada, jak się autowyskrobać

Onet

  • Miałem nadzieję że chwaląc się zabójstwami swoich nienarodzonych dzieci sama poprosi o eutanazje.
    Niestety była zbyt wielką hipokrytką i tchórzem i dopiero kostucha musiała się zlitować
  • palić szlugi i usuwać ciąże,niestety tym ta pani przejdzie na śmietnik historii
  • najbardziej nieutulony w bólu jest jej chirurg plastyczny, któremu Pani Maria wisiała jeszcze pięć z ośmiu rat za lifting facjaty sprzed trzech lat.

Newsweek

  • No to sobie zawodniczka w szambie PRL-owskiego szołbiznesu popływała aż dopłynęła do końca. Wstyd ze są jeszcze w dzisiejszych czasach zwolennicy pseudotalentów popieranych przez NKWD z Ukrainy i mośkową mafię filtrującą kandydatów na artystów.
  • MAm nadzieję, ze tam pani Maria spotka swoje niechciane i niekochane dzieci, może będzie miała okazje zobaczyć jakie by były, gdyby żyły.
  • Nikt jej swego czasu nie wyskrobał a ona jako wyrośnięta zygota ujarała się na śmierć. Dla półgłówków to wielka strata, dla pozostałych niezauważalna. Żyła i się zmyła – i po zawodach.

Oczywiście mnóstwo komentarzy bardzo ciepłych, ludzkich, normalnych, ale zawsze łyżka dziegciu się znajdzie. Niestety.

A czy wiecie, że pani Maria była blogerką?I nawet książka z tego powstała. Tak więc żegnają Ją i blogerzy, świetnie zrobiła to Pani Miniaturowa – do przeczytania TUTAJ.

 

Using cookies
Ciasteczka,wszędzie ciasteczka, zaakceptuj i czytaj dalej. Smacznego

autoresponder system powered by FreshMail
 

autoresponder system powered by FreshMail