Przechrzta – nowy ulubiony autor

Czytam od zawsze i właściwie wszystko. No, może poza typowymi romansidłami, bo nie lubię książek, których zakończenia można domyślić się po rysunku na okładce. Jakiś czas temu odkryłam zaniedbywaną półkę z szyldem: fantasy (ale nie s/f) i popłynęłam…. Rycerze, krasnoludy, czarownice – wiem, wiem, mało to poważne, ale „Trylogię czarnych kamieni” i jej kontynuację łyknęłam w kilka dni. Później odkryłam Diaczenków i całą plejadę pisarzy ukraińskich o rosyjskich – cuda, panie cu-da 🙂

Okazało się, że mam ulubione wydawnictwo, i to nie tylko lokalny patriotyzm, „Fabryka słów” naprawdę wie co dobre. Dzięki niej poznałam i pokochałam mistrza Andrzeja Pilipiuka. Jakub Wędrowycz to mój wymarzony sąsiad 🙂 Przeczytałam wszystko (oprócz „samochodzików”) i większość mam w domu. Co lepsze – byłam w Wojsławicach i zupełnie przypadkiem udało mi się potkać Autora! Okazał się być bardzo sympatycznym gościem. Potem na warsztat poszli kolejni autorzy z „Fabryki słów” – raz lepiej raz gorzej, aż wreszcie trafił się on:

Adam Przechrzta

Demony Wojny cz.1 fot Fabryka słów

Trafiłam nań zupełnie przypadkiem, szukając w bibliotece czegoś dla ojca. Spojrzałam na tytuł „Demony Leningradu”, coś o wojnie i kanibalach (sic!), ale w wersji fantasy. Ociec miłośnik literatury wojennej trochę kręcił nosem na „bajki”, ale zaczął czytać. Co przeczytał to mi opowiadał 🙂 I tak nolens volens skusiłam się na książkę wojnową (jak mawia Fefin). Ależ ten facet ma pióro! A jaką wiedzę historyczną! Nigdy nie przepadałam za tym typem literatury – wiecie strzelanina, trupy, fruwające wokoło kończyny, ale Przechrzta największą jatkę opisuje tak, że stają włosy na karku, a przerwać czytania się nie da. Przewędrowałam z głównym bohaterem koszmarnie zimny Leningrad i dotarłam do Moskwy. A uwierzcie, że wojenna rozwietka to nie spacer równą dróżką. Beria, Stalin, GRU czy NKWD to tylko niektóre z atrakcji, które tu napotykamy. I tak przez kilka wieczorów lądowałam w łóżku z Razumowskim 🙂
Uwielbiam grube książki, a jak nie grube to chociaż wielotomowe i tu mam szczęście – po „Demonach Leningradu” są „Demony wojny” 2 tomy i „Demony czasu pokoju”. Mam za sobą dopiero dwie z nich i już się cieszę na pozostałe. Ale żeby nie było – nawet takie książki uczą -poznałam trochę nowych rosyjskich słówek (nie koniecznie parlamentarnych) i wreszcie potrafię rozwinąć skróty GRU i NKWD i to po rosyjsku!

Jeszcze miesiąc temu nawet bym nie pomyślała, że z zachwytem będę czytać książki bądź co bądź wojenne. Mój nowy ulubiony autor: Adam Przechrzta 🙂 Zwłaszcza, ze mam z nim sporo wspólnego: oboje możemy napisać dr przed nazwiskiem, oboje czytamy przy jedzeniu (jak dzieci nie patrzą, bo to zły przykład) i oboje marzymy o świętym spokoju.

Macie książki, o których przeczytanie byście się nie spodziewali? Pochwalcie się proszę, może znajdę coś jeszcze bardziej nieoczywistego niż fantastyczna literatura wojenna.