Idą święta – tytuł do bólu banalny

…………Grudzień, święta tuż. Chociaż patrząc na sklepowe wystawy i telewizyjne reklamy to „tuż” trwa już ponad miesiąc. Co dziwne – z czasem coraz mniej mi to przeszkadza. Może dlatego, że TV prawie nie oglądam, a sklepy głównie spożywcze odwiedzam. Jest jednak rzecz, na którą przed świętami czekam co roku: śpiewająca 3-ka czyli piosenki o karpiu. W tym roku „Karpate szczęście”.

I to już 16-sty Karp!

 ……..My dzisiaj oczywiście mikołajkowo- prezenty dla dzieci, słodycze dla starszaków, domowa pizza na wieczór (by małż oczywiście).

……..Ostatnio obiło mi się o oczy kilka wyznań „gwiazd” różnego formatu, o tym jak to one świąt nie lubią i kontestują. Taka na przykład, skądinąd lubiana przeze mnie, Czubaszkowa mówi, że świąt nie obchodzi, bo nie lubi  i woli sobie poczytać niż z kimś kogo nie lubi przy stole siadać. Szkoda mi jej trochę, że nie ma nikogo na tyle bliskiego, żeby chcieć z nim spędzić czas i podzielić się opłatkiem. Tekstu o tym, że nie lubi robić tego co inni w tym czasie kiedy jej każą, też nie kupuję. Ot  takie gadki starszej pani. Może gdyby miała dzieci i wnuki mówiła by inaczej.

…………Lubię święta mimo tego zamętu, szału gotowania i pieczenia (generalne porządki odpuściłam kilka lat temu). Lubię tą chwilę kiedy wreszcie wszystko zwalnia i jesteśmy razem- bez przymusu, bez pośpiechu. Choinka, 12 potraw i prezenty – nieodzowne atrybuty świąt. Czytanie Pisma i łamanie się Opłatkiem – tradycja, którą chcę przekazać dzieciom. To dla mnie ważne – czym jesteśmy bez tradycji? Nie możemy istnieć bez kontekstu, bez historii – tej biblijnej i tej najbliższej, naszej, rodzinnej.

…….Pamiętam święta u mojej babci… Ale nie potrawy czy prezenty, jak myślę o tamtych Wigiliach to myślę o ludziach, których już z nami nie ma, pamiętam uczucie radości z faktu bycia razem. Pamiętam jak było mi zimno i chciało mi się spać na Pasterce. Potem zawsze babcia robiła gorącą herbatę i kroiła ciasto. Nie da się też zapomnieć o spaniu na podłodze – zawsze wolałyśmy to niż wąski tapczan dla nas dwóch 🙂 Zapamiętane jakieś drobiazgi, rzeczy mało istotne, ale to właśnie my, to nasza historia.

………….. Chcę, żeby Fefin i Polyanna też kiedyś wspominali jakieś totalne duperele, które dla nich tworzą święta. Fefin od kilku dni każe sobie opowiedzieć o tym jak się Jezus rodził. Opowiadam więc o Maryi z wielkim brzuchem, o porodzie w szopce zamiast szpitala i szmatce zamiast śpioszków.   Opowiadam też o św Mikołaju – co rodzi pewną konfuzję – jak daje prezenty skoro umarnął? Doszliśmy do pewnego konsensusu – ten Mikołaj to symbol – ale i tak zastanawia się jak wchodzi do dzieci w bloku skoro tam nie ma komina.

……..Posiadanie dzieci powoduje, że patrzę na święta jakimś świeższym okiem i czekam na pieczenie i lepienie uszek. Zwłaszcza, że  zeszłorocznych świąt praktycznie nie pamiętam – Polyanna miała w Wigilie 4 dni i wtedy myślałam głównie o niej.

A jak u Was, czekacie na święta z radością czy napawają was złością? Szalejecie z prezentami, czy zgrzytacie zębami? 😀