Rodzina – rozwód, episkopat

…..Około świątecznie czyli kościołowo. Wczoraj czytany był w kościele list episkopatu, tematem była rodzina. Zasadniczo się z nim zgadzam, ale w szczegółach nie do końca. Te szczegóły to sytuacja rozwodników. Ludzie coraz częściej się rozstają, nawet ci po ślubie kościelnym. A jakie jest oficjalne stanowisko episkopatu wobec nich? Usłyszeć można było wczoraj.

odnośnie do osób rozwiedzionych a żyjących w nowych związkach (…) Osoby te nie mogą przyjmować Komunii św., ponieważ nie żyją w związku sakramentalnym. Niemożność przyjmowania sakramentu Eucharystii nie ma charakteru wykluczającego czy dyskryminującego, ale odzwierciedla tylko obiektywną sytuację tych osób w Kościele.

…..Nie mogą uczestniczyć w pełni, ok to rozumiem, ale nie można powiedzieć, że nie jest to swoiste wykluczenie – skoro czegoś się zakazuje to jest to wykluczenie. Jednak nawet dla rozwodników jest nadzieja. Mogą wystąpić o stwierdzenie nieważnści swojego małżeństwa. Trzeba jednak udowodnić, że małżeństwo de facto nie istniało: nie zostało skonsumowane lub zawarte wadliwie (jedno z małżonków ukryło coś ważnego: chorobę zakaźną, chorobę psychiczną, bezpłodność, dzieci z poprzedniego związku albo pobyt w więzieniu). Coraz więcej „gwiazd” kalibru Kasi Skrzyneckiej bierze kolejny kościelny ślub unieważniając poprzedni związek. A jeżeli ktoś nie ma przesłanek ku unieważnieniu?

….Moja koleżanka w wieku lat 18 wyszła za mąż, bo była w ciąży i rodzina ją naciskała – rozeszli się po 3 czy 4 latach, bo mąż się znudził i wrócił do rodziców. Druga wyszła za mąż w wieku 22 lat, kiedy pojawiło się dziecko mąż też jakoś nie zdzierżył i też się rozstali. Oba związki skonsumowane, w obu nikt przed nikim niczego nie ukrywał. Stwierdzić nieważności ni jak się nie da. Czyli co – samotność do śmierci. No, chyba tak, bo wchodząc w nowy związek tkwi się w grzechu.

W przypadku braku stwierdzenia nieważności małżeństwa wierny pragnący przystąpić do Komunii św., powinien zerwać grzeszną relację. Owszem, istnieją sytuacje szczególne, kiedy po ludzku rozstanie wydaje się niemożliwe, np. ze względu na konieczność wychowania dzieci z nowego związku.

Zdaniem episkopatu najwyraźniej porzucenie dzieci (co WYDAJE SIĘ niemożliwe) jest mniejszym złem niż pozostawaniem w grzesznej relacji? Zawsze jednak można znaleźć jakieś wyjście z sytuacji i nie porzucanie ani dzieci, ani nowego partnera:

osoby po rozwodzie, żyjące w nowym związku, mogą przyjąć Komunię św. pod warunkiem, że „postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują wyłącznie małżonkom”

….Okej, wszystko rozumiem, może to nawet ma jakiś sens, ale czy można karać kogoś kto został porzucony? Jeśli człowiek (no nie oszukujmy się, zwykle kobieta) zostaje z dzieckiem, bo druga połówka okazuje się nieodpowiedzialnym gnojem to do końca życia ma być sam/a? Nie ma prawa do szczęścia? To jest miłosierdzie? Propozycja dla 20-kilku latka – samotność, albo „biały” związek. Hmmm i ktoś się dziwi, że młodzi ludzie nie spieszą do zawierania małżeństw, że stronią od Kościoła?

….Żeby nie byłą wątpliwości – problem roztrząsam czysto teoretycznie, bo mam „kościelnego męża”, z którym ciągle jestem 😀

…..Jak myślicie, będzie kiedyś możliwość kościelnego rozwodu (a nie unieważnienia)? A może lepiej by wprowadzić małżeństwa czasowe? Np na 15 lat, a potem albo się przedłuża, albo ludzie są wolni. Taki luźny pomysł, może by to nasz sejm którejś nocy przedyskutował.