Gender i inne straszne historie

Jestem nałogową książkoholiczką, zarażam nałogiem dość skutecznie dwójkę moich dzieci. Czytamy bardzo różne książki zaczynając od bajek, poprzez wierszyki, opowiadanka, aż po niepoprawnego rodzicielsko Koszmarnego Karolka i dość trudną jak dla sześciolatka Narnię. Nie boję się żadnych tematów! Nawet gender mi nie straszny 🙂

Dlaczego dzisiaj piszę akurat o tym? Ha, znalazłam recenzję (bardzo zresztą zgrabnie napisaną) dotyczącą książki jednej z moich ulubionych autorek piszących dla dzieci Piji Lindenbaum. I jest to recenzja ostrzegająca prze sięgnięciem po tę książkę. Ja się nie boję i na pewno jej poszukam 😛

Gdzie w tym wszystkim gender? W szczegółach moja droga, w szczegółach jak to z diabłem bywa. Bo czymże jak nie genderem uzasadnić fakt iż dziewczynka bawi się w budowanie autostrady i broni się przed ubraniem w sukienkę? Albo facet prasujący kobiecie ciuchy i robiący dziecku kanapkę? Co za straszny, okrutny obraz świata. Przecież dziewczynki spowite w tiule i koronki bawią się lalkami, a mężczyźni nie imają się prac, tfu, domowych.

dsc00044

No dobra, wyzłośliwiam się, ale u mnie to normalne, że Fef bawi się z Panienką lalkami, a po chwili oboje budują tor dla aut. Chociaż częściej biegają krzycząc opętańczo 🙂 Widzą, że owszem częściej ja gotuję, ale omlet i lazania to dania popisowe taty. Maszynę do szycia (z różnym skutkiem) obsługuję ja, ale urwane guziki tata sobie sam przyszywa. Nie ma u nas ścisłego podziału co kto robi i nie mówimy, że coś jest męskie a coś kobiece. Są rzeczy, których nie robię, bo mam do nich np za mało pary w rękach, ale to fizjologia a nie gender.

Uczę dzieciaki, że mogą bawić się czym chcą, a nie tym co ich płci „przynależy”, jedyną rzeczą zakazaną są zabawki militarne. Podobnie rzecz ma się co do kolorów, Fef kiedyś chciał dostać różową bluzę z Peppą – dostał i z dumą nosił. Panienka nosi trochę ciuchów po bracie i nikomu nie przeszkadza auto na piersi. Bardzo lubi spódniczki więc je nosi, ale gdyby nie chciała to nie – jej wybór.

gender

Wydaje mi się, że mówienie o gender w kontekście książek dla dzieci jest trochę przesadą. Zwłaszcza jeżeli mówimy o czymś co powstało w nieco innym niż nasz krąg kulturowy. Lindenbaum jest Szwedką, więc pisze o tym co jest bliskie szwedzkim dzieciom (chyba), więc możemy odebrać to trochę inaczej, ale żeby od razu bać się, że się dziecko zmanieruje? Eeee przesada moim zdaniem.

Oprócz gender-u w książce pojawia się też….pornografia! Mama w staniku, w prześwitującej bluzce i z…..włosami na nogach – a fuuuuu. Jestem złą, zła matką – oboje widują mnie w staniku, a nawet bez – po prostu nie robię szopek kiedy się przebieram, a któreś z nich akurat wejdzie do pokoju. Poza tym Fef już zauważył, że dorosłym rosną włosy nie tylko na głowie. Widział nawet mnie z depilatorem w akcji. Nota bene wywiązała się w tedy bardzo fajna rozmowa na temat tego jak daleko od małp odeszliśmy, a jak wiele nam jeszcze po nich zostało.

Ostatnim zarzutem była promocja homoseksualizmu, to kolejny temat, z którym każdy rodzic wcześniej czy później musi się zmierzyć, my już podstawy mamy za sobą :P. JA lubię Lindenbaum między innymi za to, że porusza tematy, na które nie zawsze bym wpadła i zmusza do dyskusji, do wyjaśnień, pytań, dopowiedzeń.

Czytamy mądre książki, także te które mówią o rzeczach dziwnych lub trudnych. Kilka już razy przeczytaliśmy „Jedno oko na Maroko” – tam to się dzieje: facet co chce być kobietą, bardzo gruba pani, pan co po domu nago chodzi, a do tego kobieta bez rąk i…ksiądz!

A Tobie jak się wydaje – straszny ten dżęder? I dzieciątka przed nim chronisz?