Modlić się, mantrować, prosić, dziękować

modlić Wczoraj odwiedziły mnie dwie ulubione świadkinie Jehowy :).Przychodzą do mnie ze dwa lata, a ja jakoś nie mam serca ich pogonić. Średnio raz w miesiącu rozmawiam z nimi chwilkę w progu, uśmiechamy się do siebie, wręczają mi broszurkę i tyle. Nikt nikogo nie nawraca 🙂
…..Jednak je podziwiam – deszcz czy upał idą i głoszą, a przecież nikt ich nie lubi. Mnie by się tak nie chciało, zbyt leniwa jestem, a i „nasza” religia tego od nas nie wymaga. Jako katoliczka mam tylko być dobra i się modlić :P. Dobra to ja jestem jak nie wiem co, ale czy się modlę? Hmm dobre pytanie. Czym jest modlitwa? Według Wikipedii

to czynność kultowa, występująca w wielu religiach. Polega na skierowaniu swoich myśli do istoty lub istot, mogących być lub będących przedmiotem kultu (bogowie, święci, aniołowie)

To w sumie tak jak mi się wydaje – kierowanie myśli, a nie konkretne formułki. Drzewiej myślałam, że mam obowiązek odklepać wieczorny i poranny paciorek, ale często zapominałam o tym. Z wiekiem przyszło oświecenie: nigdzie nie ma napisane, że trzeba się modlić tak a nie inaczej, tyle i tyle razy. Owszem dobrze jest się modlić, ale jest w tym spora dowolność.

Przestałam się modlić?

Nie, ale od dobrych kilku lat nie klepię bezmyślnie pacierzy, ale raczej dziękuję i proszę o jeszcze 🙂 Nie kieruję moich słów do konkretnego Pana B., ale raczej do tej SIŁY, w której istnienie wierzę.
…..Zamiast modlić się „zdrowaśkami” codziennie rano staram się być wdzięczna za to, że otwieram oczy, że w nocy nie wydarzyło się nic złego, że dzieciaki są zdrowe i uśmiechnięte (no zwykle uśmiechnięte). Jestem wdzięczna za to, że kolejny raz widzę słońce/deszcz/śnieg, słyszę śpiew ptaków, mogę cieszyć się kolejną wiosną. Dobra, przesadziłam, wiem, że brzmi to nieco hmmm ekscentrycznie, taka wszechradość.
Ale naprawdę staram się cieszyć z każdego poranka i westchnąć „dzięki”! Proszę o dobry dzień, za który wieczorem dziękuję. Dzięki (nomen omen) takiemu podejściu coraz częściej budzę się z radością i ciekawością co dzień przyniesie.

modlić

….Jednak czasem zdarza mi się modlić w sposób „klasyczny”. Nie mówiłam chyba o tym nikomu, ale czasem sobie odśpiewuję „koronkę” i nawet to lubię. To dla mnie taka katolicka mantra, mruczę ją sobie wpadając w jej rytm, działa wyciszająco. Niektórzy szemrzą ommmmmm, a ja „miej miłosierdzie dla nas”. Czasem mam ochotę na taką medytację, przy okazji udaje mi się modlić. W wersji light śpiewam pieśni kościelne jadąc rowerem :), teraz na przykład „chwalcie łąki umajone”, jakoś mi się samo nuci na widok młodej zieleni.
Dziwne? Może trochę, ale znam też bardziej świeckie „modlitwy”

To jedna z piosenek, które kocham od pierwszego usłyszenia.

Zdarza Ci się modlić albo mantrować? Czy raczej twardo stąpasz po ziemi, nie wierzysz w siły wyższe i żyjesz tu i teraz?