moda

Moda czyli jestem tolerancyjna, bardzo

…….Moda to kolejna rzecz, na której się nie znam. Zgodnie z zasadą nie wiem więc się wypowiem – dziś napiszę parę zdań o ciuchach. Dawno temu popełniłam jeden wpis na ten temat (o tu można przeczytać). Ha, właśnie zobaczyłam, że pisałam o tym równo 2 lata temu! O kurcze, przegapiłam urodziny bloga!
No, ale ad rem – wreszcie zrobiło się ciepło i można pozbyć się ciężkich ciuchów. Ufff, kurtka do szafy, czapa do szuflady, jest miło. Każdy ubiera się jak chce, moda to zabawa a nie obowiązek i chwała za to najwyższemu. …….Generalnie moda nigdy mnie nie interesowała, chociaż gdzieś tak w późnym liceum usiłowałam nauczyć się nazwisk kilku projektantów – bez powodzenia. Mam styl, że tak powiem hmmm eklektyczny, nawet bardzo. W szafie mam coraz mniej ciuchów, nowych prawie nie kupuję i dobrze mi z tym.

Jednak jedną niezmienną i istotną dla mnie rzeczą jest dopasowanie ubioru do sytuacji. Nie wiem jak to nazwać, wyczucie, savoir vivre, kultura? I o tym dzisiaj słów parę

Moda a …..

sama nie wiem a co. Staram się tak podejść do tematu, żeby nikogo nie obrazić, ale co tam, mój blog moje zasady. Wkurza mnie okropnie, że coraz częściej młodzi ludzie (studenci których obserwuję na co dzień) nie mają podstawowego chociażby wyczucia.Wczoraj na zaliczenie kilka dziewczyn przyszło jak na plażę – koszulinki na makaronikach zamiast ramiączek kończące się tuż pod pośladkami, albo spodenki z których te pośladki wręcz wypływały i obowiązkowo koszulka kończąca się pod żebrami. Kurcze nie chodzi mi o to, że to jest brzydkie, ale po prostu nie na miejscu. Nie jestem starą babą, która zazdrości młodzieży figury! Oczywiście nie mówię o mundurkach czy obowiązkowych długościach ubrań, ale jakiś taki takt, chwilę zastanowienia przed lustrem.
…….I nie tylko dziewczyny nie bardzo wiedzą jak się ubierać, wczoraj na szóstym piętrze spotkałam gościa w kaszkiecie (no kto by zdejmował czapkę w budynku?), krótkich gatkach i koszulce na ramiączka wychapanej pod pachami. No wszystko ok, ale na wykład? Faceci w gaciach, pardon, spodenkach typu szorty do pół uda też mnie nieodmiennie zaskakują, zwłaszcza w plażowe wzory. Uwierz, miałam tak egzemplarz na zajęciach. Sandały ze skarpetami to niestety klasyk. Wiesz po co skarpety? Bo inaczej stopa się brudzi!

Narzekam i marudzę

ale nic nikomu nie mówię, cierpię w duchu :D, w imię tolerancji (wszak tolerare znaczy znosić coś z bólem) i zastanawiam się tylko co czują starzy profesorowie pamiętający garnitury i grzeczne spódniczki na wykładach. Wiem, czasy się zmieniają, ale kultura obowiązuje, w ubraniu chyba też.

Kiedyś mawiało się, że ktoś się wystroił „kościółkowo” – czyli lepsze ciuchy, wyprasowane, specjalne. A teraz? Półnadzy osobnicy płci obojga to niedzielny standard. W wielu krajach pilnuje się, żeby turysta ubrał się odpowiednio wchodząc do kościoła, co często budzi oburzenie.

……Blogerki modowe piszą, że ubranie wiele o nas mówi, określa nas jako osobę, ale rzadziej wspominają o tym, że jest wyrazem szacunku pokazują jak traktujemy drugiego człowieka. Inaczej przecież ubieram się na plac zabaw, inaczej do pracy, a jeszcze inaczej na ślub znajomych. Czy to naprawdę takie trudne? Dopasować się nieco do sytuacji? Maturzyści pewnie nieco sarkali, ale wbili się w garniaki i czarne kiecki – i wyglądali świetnie. Zaraz będzie sesja więc na uczelni zaroi się od dobrze ubranych studentów, i ja też się postaram – szanujemy się nawzajem.Ale będzie pięknie! 🙂