Mniej Marty Sapały – refleksje po lekturze

Wreszcie wpadła mi w ręce książka Marty Sapały „Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków”. Przeczytałam – warto. Książka jest zapisem rocznych zmagań z niekupowaniem. Kilkoro mnie lub bardziej zwariowanych ludzi postanowiło przez rok kupować tylko to co do życia niezbędne, a i to maksymalnie ograniczać.

Dla mnie jako socjologa, który zawodowe zęby zjadł na biedzie 😛 ta książka to gratka nie lada. Do tej pory spotykałam się z historiami ludzi, którzy nie wydają, bo nie mają i w związku z tym jest im źle. A w „Mniej” przestają kupować dla idei i… też jest im źle.
Przeczytałam, przemyślałam – nie nadawałabym się do takiej akcji. I to mimo tego, że jestem zwolenniczką, coraz gorętszą, minimalizmu. Kupuję mało, zakupy ciuchowe ograniczyłam właściwie do bielizny, bo mam wystarczającą ilość ubrań – mimo tego, ze w ubiegłym roku wyrzuciłam ich naprawdę sporo. Nie ograniczam się w kupowaniu jedzenia, ale i tak okazuję się być dość oszczędna. Kosmetyki też nie stanowią jakiegoś szczególnego obciążenia dla mojego budżetu. Może więc mogłabym kupować mniej? Pewnie tak, ale po co?

Czytając książkę czułam, ze jej bohaterowie są nieszczęśliwi, że to ciągłe rezygnowanie i zdobywanie dóbr z innych źródeł jest trudne i niejednokrotnie żenujące. Dodatkowo sami piszą o tym, że było słabo:

…oglądam się z każdej strony. Buty – zniszczone, rajstopy – dżinsowa zmechacone, spódnica z ciemnozielonym odciskiem świeżo pomalowanej ławki z Parku Skaryszewskiego, wyciągnięty szary sweter – nierozsądnie byłoby się go pozbywać, bo nie ma zastępstwa, dwie torby pełne jabłek, i szrama po pazurach syna na policzku. Do tej pory wydawało mi się, że jestem nonszalancka. Teraz wyraźnie widzę, że wyglądam jak łachmaniara.

Chyba nie stać byłoby mnie na to, żeby źle się czuć sama ze sobą, i to nie dla tego, że mnie nie stać na porządny wygląd, ale dla idei. No way!

Rezygnacja z zakupów popchnęła bohaterów książki do dużej samodzielności – naprawy, szycie, pieczenie chleba, przygotowywanie przetworów, a nawet „zabawa” w masarza. Wszystko ok, ja też to robię, ale dla tego, że mam na to ochotę np dzisiaj upiekłam chleb, ale nie dlatego, że muszę. Uprawiam ogród, podlewam ogórki i pomidory, ale robię to bo lubię, a nie żeby zminimalizować koszty życia.

Wiem o co chodziło autorce – chciała pokazać jak źle czują się ludzie bez pieniędzy, jak trudne jest życie kiedy dysponuje się bardzo małymi kwotami i podziwiam poświęcenie wszystkich uczestników, ale ja bym tak nie potrafiła.

Kiedy Fef wyrósł z kilku t-shirtów poszłam i kupiłam mu nowe, inspirując się „Mniej” powinnam pójść w pierwszej kolejności do znajomych, poszperać w darmowych „oddawajkach” w internecie, a potem ewentualnie do ciuchlandu. Nie, to do mnie nie przemawia. Nie chcę, żeby dzieci ponosiły konsekwencje moich pomysłów, nie potrafiłabym w sklepie powiedzieć, że nie kupię drożdżówki czy wody, bo kupuję tylko niezbędne produkty. Czułabym się z tym źle. Dzisiaj byliśmy na festynie, wata cukrowa i popcorn mogą nie istnieć ale bez dmuchańca? No nie da się po prostu. Nie potrafiłabym odmawiać dzieciakom tych drobnych przyjemności, które składają się na dzieciństwo.

mniej

Podsumowując: „Mniej” to bardzo dobra książka, Marta Sapała zmusza do refleksji i zrewidowania swoich poczynań zakupowych. Napisana w sposób szybkoczytalny :), nie da się z nią nudzić i ciężko się oderwać. Jednak do eksperymentu takiego jak niekupowanie niczego ponad niezbędne minimum mnie nie przekonała.