Eko i bio to jednak ściema!

Dawno już żadna książka nie namieszała mi tak w przekonaniach na temat żywienia. Zawsze myślałam, że eko i bio to nie tylko naklejki ale i gwarancja jakości produktu, a nie tylko wyższa cena. Niestety, przeczytałam książkę Udo Pollmera:

Kto nam podkłada świnię. Cała prawda o najgłośniejszych skandalach żywnościowych

Polowałam na tę pozycję jako na ciekawostkę, a okazała się być kopniakiem w ideały eko życia. Autor bardzo dokładnie zgłębił temat i wie o czym pisze, każdy rozdział, a jest ich 12, posiada potężną biografię. Czyli nie jest to beletrystyka, ale całkiem solidna praca naukowa.

Zaczyna się niby łagodnie od akrylamidu – wiemy, że jest niezdrowy i występuje we wszystkim co smażone. Więc frytki i kotleciki nie są najzdrowsze – truizm prawdaż? Ale skąd to wiemy? Aaaa naukowcy zbadali wpływ akrylamidu na żywe stworzenia – szczury i myszy, a nie na człowieka. Uff, można jeść frytki! O nie! To nie tak łatwo, jak tylko przestaniesz bać się akrylamidu dowiesz się, że ziemniaki tak naprawdę są trujące! Zwłaszcza ich skórka. Solanina, ale można ją pokonać (osłabić) obierając ziemniaki ze skórki przed gotowaniem. Jednak w nurcie eko produkuje się „chipsy naturalne” w skórce. Oprócz naturalnej trucizny skórka gromadzi w sobie pestycydy – smacznego!

Dioksyny! Ten rodzaj trucizny znaleźć możemy w jajkach i mięsie – cały rozdział wyjaśnia skąd się biorą, nie będę psuć więc zabawy czytelnikom 😛 Napiszę tylko tyle, że strach z domu wychodzić. Okazuje się, że eko kura z bio krową wchłaniają na pastwisku (szczęśliwe oczywiście) więcej dioksyn niż te z hodowli konwencjonalnej. Czyli droższe mięso i jajka wcale nie są zdrowsze.

BSE i ptasia grypa – każdy słyszał o tym i wie, że to bardzo niebezpieczne choroby. Okazuje się, że jednak przynoszą ogromne zyski – strach przed ptasią grypą bardzo cieszy koncerny farmaceutyczne!

Najciekawsze dla mnie jako roślinożercy, są rozdziały dotyczące roślin właśnie. Pestycydy! Wiemy, że szkodzą, nikt z tym nie dyskutuje, ale okazuje się, że są niezbędne. Eko rolnik albo naraża się na niskie plony, albo używa nielegalnych środków – tak, istnieją takie. Istnieje też okres karencji tj czas po którym resztki pestycydów nie są możliwe do wykrycia. Dzięki temu jabłka pryskane X razy, po odleżeniu kilka miesięcy mogą uchodzić za eko – nawet z certyfikatem. Co się dzieje z pestycydami? Wiążą się z błonnikiem i są niewykrywalne. A przecież mówi się, że całe bogactwo owoców właśnie w skórce leży. Środki są niemierzalne, ale nadal aktywne – uwalniają się po zjedzeniu.

Daria-Yakovleva / Pixabay

Oprócz trucizn produkowanych przez człowieka istnieją też te naturalne – mykotoksyny produkowane przez pleśnie to tylko jedna grupka. I tu okazuje się, że eko wcale nie jest lepsze od nie-eko. W kukurydzy niemodyfikowanej było 10 razy więcej mykotoksyn niż w tej genetycznie zmienionej (odpornej na pleśń).

Im dalej z lekturą tym gorzej. Ekorolnik ma ekonawóz, nie wnikajmy od jakiego bydlątka, ale zwykle ma go mało, bo albo hoduje zwierzynę albo rośliny. Więc jak ma za mało „nawozu” używa mączki kostnej albo szlamu z osadników oczyszczalni ścieków. Słabo co? Kupujemy super bio, drogie warzywa, które wyrosły na „spalonych wybrakowanych tuszach zwierzęcych z ubojni” – to świetne źródło fosforu!

eko

klimkin / Pixabay

Kolejnym mitem jest hodowla „szczęśliwych” zwierząt. Owszem, mają więcej miejsca i żyją przyjemniej niż te hodowane w zamkniętych pomieszczeniach. Ale czy pozyskane tak mięso jest zdrowsze? Tiaaaa krowa bez stresu daje lepsze mięso – pewnie jeszcze z uśmiechem na pysku. Jednak zwierzęta żyjące „luzem” dużo cześciej mają: robaki, wszy, pchły, roztocza etc. Ergo, trzeba je jakoś „uzdatniać” – eko mięsko ma za życia znacznie więcej medykamentów niż te z konwencjonalnych hodowli.

Potem jest tylko gorzej, cynamon, rukola, grejfruty i bazylia wcale nie są takie dobre. Zwłaszcza bazylia – co prawda dotyczy to jedynie zwierząt laboratoryjnych, ale hasło nośne i nie zdziwię się jak jakiś „superak” napisze o śmiercionośnym pesto.

Znalezione obrazy dla zapytania kto nam podkłada świnię

Jeżeli zwracasz uwagę na to co jesz i kupujesz musisz przeczytać tą książkę. Ułatwi Ci to co nieco, bo nie zawsze musi być bio czy eko. Jeśli lubisz frytki – poczujesz się rozgrzeszona 🙂 Obierasz jabłka ze skórki, ufff masz rację. Przeczytaj, dowiesz się wielu ciekawych rzeczy. Ale uwaga, podczas lektury zaczniesz zastanawiać się nad przejściem na dietę złożoną z powietrza. Tylko gdzie dzisiaj znaleźć czyste powietrze?

  • Frau Be

    Już dawno pozbyłam się złudzeń, czytając rozmaite materiały. Nie przepłacam za „eko”, bo nie jest eko. Łut szczęścia – czyj organizm wytrzyma więcej?

    • Coraz częściej też tak myślę. I wkurza mnie jak żeruje się na ludzkiej naiwności.

  • Solanina jest tylko w ziemniakach zielonych. A wszystko w nadmiarze szkodzi. 🙂