Rachunek a kwestia uczciwości

Jakiś czas temu czytałam opowieści jednej (dość znanej) blogerki jak to chowa przed mężem rachunek za zakupy. Oczywiście, żeby się nie zdenerwował biedaczek tym, że wydała milion monet na kolejny ciuch czy inny gadżet. Pomyślałam, że trochę mi jej szkoda i zapomniałam.
Dzisiaj na „gazwybie”:

Niższy „paragon dla męża, żeby nie krzyczał”

Jakiś sklep wymyślił sobie taki dżołk: na hasło „zebymaznikrzyczal” dodajemy paragon (fałszywy) z 50% kwotą zamiast tej faktycznie wydanej. Helloł! Żeby nie krzyczał? Mąż na mnie? Za zakupy?
Dyskusja, a wcześniej przemyślenia autorki artykułu dla chętnych na stronie gazety, tu napiszę co JA o tym myślę.

Od zawsze mamy osobne konta bankowe. Nie mam pojęcia ile mąż ma na swoim, bo mnie to jakoś mało interesuje. 500+ idzie na moje konto więc siłą rzeczy większość dla dzieci kupuję ja. Rachunki i duże wydatki (typu meble czy pralka) dzielimy po połowie. Zakupy robimy równie często i nie sprawdzamy kto wydał więcej. Wyjścia „na miasto” czy do kina – płaci ten kto zaprasza więc raz ja raz on. Auto jest wyłącznie męża (ja nie mam prawa jazdy) więc sam płaci za wszystko. Od 15 lat ten system działa.

rachunek

TygZam / Pixabay

Wiem, że niektórzy mają wspólne konta bankowe ergo nawzajem mogą się kontrolować – nie wyobrażam sobie tego. Nie jestem rozrzutna, ale nie miałabym ochoty tłumaczyć dlaczego coś kupiłam, chociaż wtedy i sama pewnie bym chciała wiedzieć na co małż wydaje. I jak tu w tajemnicy kupić prezent? Rok temu dostałam piękne i dość kosztowne biurko – zauważyłabym ten wydatek przed czasem.

Chować ten rachunek?

W związku z tym w życiu mi się nie zdarzyło, żebym musiała jakiś rachunek chować przed kimkolwiek. Moje pieniądze to moja sprawa. Nie widzę powodu dla, którego miałabym ukrywać cenę i tłumaczyć, że te buty nie kosztowały np 250 zł tylko 75! Mam kłamać, żeby mąż nie krzyczał? Wolne żarty.
Pracuję – zarabiam – wydaję (albo nie), to moja sprawa. To co wspólne to wspólne, a reszta… Dajmy sobie trochę wolności. Dopóki nie jestem a utrzymaniu męża (albo on moim) i nie mamy problemów z płynnością finansową, dopóty żaden rachunek nie musi być ukrywany 🙂 A tak serio – podstawą związku jest uczciwość – nawet w drobiazgach.
Nie jestem małym dzieckiem i nie wydam całej pensji na pączki – nie trzeba mnie pilnować.

Na koniec cytat z artykułu, który chyba w założeniu miał być feministyczny i w poważnym tonie o niepoważnych sprawach:

Wspominanie o mężu było całkowicie zbędne – zasugerowało, że jestem w heteronormatywnym związku, zgodnie z konserwatywną tradycją – po ślubie i na dodatek w układzie patriarchalnym, na utrzymaniu męża.

Piękna konstrukcja językowa, matki sufrażystki byłyby zachwycone. Zadumałam się nad swoim miejscem w świecie, no cóż jestem faktycznie w ” heteronormatywnym związku, zgodnie z konserwatywną tradycją – po ślubie” i dobrze mi z tym. A gdybym była w układzie patriarchalnym to też żaden rachunek nie stanął by między nami – IMHO 🙂

A jak u Ciebie – rachunek z impulsywnych zakupów ląduje w koszu daleko od domu? A konta macie wspólne czy raczej każde swoje? Może jeszcze inna opcja – podziel się z swoją historią 😛

  • Maria Wawrzykowska

    Rozliczenia wśród małżonków bywają różne, dlatego rynek znalazł sposób, aby dopasować się do tej grupy, w której kobieta woli przemilczeć ile wydaje na siebie. Czy jest to dobre? Na pewno była potrzeba stworzenia takiego rozwiązania i jeśli jest to komuś potrzebne, to może z tego skorzystać.

  • mam dokładnie tak samo jak Ty 🙂 nie mam potrzeby się tłumaczyć, mój mąż też nie, bo on także lubi sobie pofolgować i kupić coś drogiego (gry, sprzęt muzyczny itd.). Ja nie mam do niego pretensji, on nie ma do mnie 😀 zakupy, wyjścia na obiad czy do kina, zazwyczaj płaci mąż, bo uważa, że tak jest słusznie 🙂 ale moja mama z kolei nie potrafi tego pojąć 😛 Pozdrawiam!

    • oto to, mój sobie też czasem jakiś gadżet kupi, ale nie za moją kasę to się nie czepiam 🙂

  • Frau Be

    O moim eksmężu mogłabym długo i nieszczęśliwie, ale po co? Koniec końców, potrafił mi zrobić awanturę o dokładnie pięć groszy, podczas gdy sam własną żonę i dziecko „przerobił” na pół domu z ogrodem. Poproszę inny zestaw pytań.

    • O rany, Frau, Ty nie dość, że mądra to i doświadczona 🙂 5 groszy, czyli klasyka: ja chcesz psa uderzyć to zawsze kij się znajdzie

      • Frau Be

        Mądra i doświadczona, powiadasz… Raczej naiwna kretynka!

  • OffMatka

    To, że jedna osoba pracuje na etacie i zarabia, a druga zajmuje się w tym czasie domem i dziećmi (pracuje niezarobkowo), to nie znaczy, że ta druga jest utrzymywana przez tą pierwszą. Obowiązki domowe i opieka nad dziećmi to praca, którą i tak trzeba wykonać, jak nie partner, to obcy (wtedy za kasę). Jest to praca wykonywana z interesie obojga partnerów, przynosi korzyści całek rodzinie. Różnica między pracą domową a pracą na etacie jest tylko taka, że praca domowa nie jest wyceniana (byłaby gdyby zajmował się tym ktoś obcy, opiekunka czy sprzątaczka). Dlatego nie powinno być pojęcia, że ktoś kogoś utrzymuje, tylko mamy kasę wspólną (nawet na dwóch kontach) i nikt nikomu nie musi się tłumaczyć na co wydaje.

    • Jasne, praca w domu „przy dzieciach” to nie siedzenie na zadku, tyle, że bez pensji. Więc wyliczanie każdej zł nie prowadzi do niczego dobrego

  • Paulina R-w

    my mamy i wspólne i swoje własne:) dla mnie to najbardziej optymalne rozwiązanie 😛

  • Aua! Zabolała mnie głupota osoby, która pokazałaby mężowy/partnerowi fejkowy rachunek. Żebym ja się z zakupów tłumaczyć musiała to bym chyba chora musiała być. Czasami jest mi głupio, że wydałam dużo pieniążków np. na jakiś kosmetyk, który nie jest mi niezbędny i robię smutną minkę i przekonuję o jego cudownym działaniu (chyba sama siebie, bo mój chłopak nie ma problemu z moimi zakupami). Pieniądze mamy oddzielne od niedawna (jest o wiele lepiej), a mieszkamy razem kilka lat. Rachunki, duże zakupy rozliczamy przez aplikację, jak jedno potrzebuje dużej kasy to drugie przelewa mu, a po wypłacie aplikacja nas rozlicza, jeden przelewik i już jesteśmy rozliczeni. Może, gdybyśmy byli małżeństwem, nie byłoby to potrzebne, chociaż uważam, że jest to genialne rozwiązanie. Sama planuję swoje wydatki, oszczędności, na wakacje zrzucamy się po pół.
    Ja ostatnio wydałam dużo pieniędzy na moje nowe hobby, jedno, drugie – nie rozumiem, czemu mój chłopak miałby za to płacić. Ja mu gotuję w domu, on czasami zabiera mnie do fajnej knajpy i płaci rachunek. Totalnie nie mam z tym problemu, bo ja zarabiam gotowaniem, więc gotując dla niego też wykonuję pracę, za którą normalnie dostaję pieniądze 😀 Jeśli miałabym codziennie mu gotować, prać, sprzątać i nie dostać w zamian nic to bym szybko zrezygnowała z takiej relacji.
    Jeśli ktoś siedzi w domu z dzieckiem i ogarnia dom to też jest to spora praca i powinien mieć swoje pieniądze i nie czuć potrzeby tłumaczenia się z każdej złotówki. Chciałabym, żeby tacy skąpi mężowie poogarniali przez jakiś czas dom, dziecko, obiadki i jeszcze kanapki do pracy 🙂

  • Totalnie nie kumam takich związków, że kobieta jest utrzymanką i dostaje kartę na szaleństwa. Albo że wspólne konto?!
    Niezależnosc finansowa to podstawa ( jedna z ) zdrowej relacji dwojga ludzi imo.