lajfstajl

Koniec świata! Znowu…

Kilka godzin temu dowiedziałam się, że w weekend mamy koniec świata. Kolejny. Nie wiem ile już razy słyszałam, że TEN koniec świata będzie ostateczny. Najostateczniejszy miał być ten z kalendarza Majów. I co? Kalendarz się skończył a świat dalej się kręci.

Codziennie komuś kończy się świat, dowiaduje się o chorobie, bankrutuje, umiera ktoś bliski. W każdej chwili następuje maleńki koniec świata. Teraz ma być ten ostatni z ostatnich? Akurat teraz?
W internecie można znaleźć artykuł o tym, że koniec świata zapowiadany był już blisko 150 razy! Większość z nas pamięta chyba ten z 1999 i z 2000 i ten „majowy” z 2012 roku.

geralt / Pixabay

Niewątpliwie to dobry temat do snucia przypuszczeń i budowania napięcia, ale czy warto? W 1998 zastanawialiśmy się czy opłaca się wymyślać temat magisterki – rok przed końcem świata – nie zdążymy się obronić więc po co komu taka robota 🙂
Ten koniec „pamiętam” dość dobrze. W lipcu `99 odbywałam praktyki w sekretariacie jednej firmy. W dniu końca świata koło południa zachmurzyło się tak, że trzeba było włączyć światła. Potem rozpętała się taka burza i ulewa, że chyba każdy zaczął myśleć, że może tym razem… Ja miałam dodatkową atrakcję – przeciekł dach i na biurko, tuż przy mojej głowie spadł kawałek podwieszanego sufitu. Miałam szansę na koniec!

geralt / Pixabay

Rok 2000 był bardzo dobrą datą na zakończenie ludzkości – taka okrągła liczba. No, albo chociaż okazja na wielkie problemy – pamiętasz może, że miały stanąć wszystkie maszyny, zegary i komputery. Jednak okazało się, że nawet Nostradamus się pomylił

W 2012 z kolei zastanawiałam się czy opłaca się kupować prezenty pod choinkę – koniec miał nastąpić 21 grudnia.

Najbliższy koniec świata (jeżeli oczywiście ten w sobotę nie wypali) przewidują świadkowie Jehowy (nie pierwszy raz) na rok 2034.

Kiedy tak patrzę na te wszystkie artykuły, wróżby, przypuszczenia to zastanawiam się czego właściwie się obawiamy? Skoro koniec to koniec. Dla wierzących sąd ostateczny i Niebo albo Piekło, dla niewierzących schlus, światło gaśnie, end, nicość, ciemność. Nie ma się czego bać. Gorsza może być wojna, głód czy powódź.

WikimediaImages / Pixabay

W kościele słyszałam wiele razy, że Tą datę zna tylko Bóg, więc chyba nie warto przejmować się tymi wszystkimi „przepowiedniami”. Czego i Tobie życzę 😛

 

 

  • Frau Be

    🙂 Ja już nawet nie pamiętam wszystkich końców świata, które przeżyłam w ciągu swojego życia 🙂 Jeden z ostatnich przegapiłyśmy z koleżanką, bawiąc się na Festiwalu Muzycznym w Łańcucie i potem nie wiedziałyśmy, czy od dwóch godzin jesteśmy w innym wymiarze, czy jednak uroczyste zakończenie się nie odbyło.

    • Fajnie – niby Łańcut a jednak w niebie 🙂

  • Dla mnie takie przepowiednie to totalne bzdury. Nawet nie warte uwagi 🙂

    • Jeśli nawet któraś przepowiednia się sprawdzi to i tak już chyba będzie bez znaczenia 🙂

  • Ha ha rozbawiłaś mnie 🙂 Koniec świata dla mnie jest wtedy, kiedy rano nie ma kawy w pojemniku 🙂

    • Bez kawy dam radę, ale bez czarnej herbaty? No way 🙂

  • Katarzyna Berska

    Oj tak, tyle już było tych końców świata 😉
    W sumie mogę przyznać, że przeżywam je codziennie, kiedy córki „nie mają co na siebie włożyć”, syn „coś chce, teraz, natychmiast”, a mąż „czuje się chory” 😉
    Świetny tekst na koniec dnia 😀

    • Zwłaszcza tu i teraz, bo inaczej koniec świata 🙂