Pierwsza klasa – marsz do szkoły!

Już jutro Fefin idzie do szkoły! Pierwsza klasa! Oboje trochę to przeżywamy, chociaż z zupełnie różnych perspektyw. Ja wzruszam się nieco, że on już taki duży, a on obawia się nieco nowych obowiązków. Szkoły jako takiej się nie boi, bo i budynek i kolegów zna z zerówki, nawet wychowawczyni będzie ta sama. Tylko to hasło:

Pierwsza klasa!

Tak, to brzmi intrygująco. Ciekawe jak mu się w szkole spodoba.

W ramach opowieści kombatanckich chciałam mu opowiedzieć co nieco o moim pierwszym wrażeniu ze szkoły, o tym jak wyglądał 1 września „za moich czasów” i okazało się, że zupełnie tego nie pamiętam. Nie wiem czy poszłam z mamą czy z obojgiem rodziców, a może i z siostrą do kompletu? Nie pamiętam czy cieszyłam się czy bałam. Nie wiem, w której siadłam ławce i z kim, no nic, zupełna pustka. Pierwsza klasa jakoś się zaczęła ale jak?

ja w drugim rzędzie, trzecia od lewej 🙂

Pamiętam późniejsze fragmenty, na przykład to, że okrutnie się nudziłam, bo umiałam już dobrze czytać, a reszta klasy dopiero poznawała literki. Potem pamiętam, że ciągle miałam obniżoną ocenę za charakter pisma i rysunki na marginesach (estetyka!). Mama w ramach poprawy (chyba swojej samooceny) wyrywała mi kartki i przepisywała, żeby było ładnie. Było, do pierwszej lekcji, na której pisałam ja a nie ona. Oj pamiętam te awanturki, że się nie staram i bazgrolę, oj przepisywałam te zeszyty nie raz. I co z tego? Dalej piszę tak, że trudno mnie rozszyfrować. Po latach okazało się, że jednym okiem widzę bardzo słabo, więc to, że pisanie kiepsko mi szło mogło być tym spowodowane.

Jestem z rocznika „wyżowego” więc lekcje trwały na 3 zmiany, zaczynały się o… 7:10! Do szkoły miałam ok kilometra i to pod górkę, więc zimą wychodziłam z domu jak było jeszcze szaro. Fefin nie dość, że zacznie naukę o 8:00 to ma bliżej, a jakby co to i autobusy ma w dużym wyborze.

Pierwsza klasa, a dokładnie 1D uczyła się w klubie osiedlowym ( pierwsza E, F i G też), bo w szkole nie było dla nas miejsca! Nie było więc porządnej szatni ani sali gimnastycznej, a tym bardziej boiska czy placu zabaw. I było nas w klasie 32 osoby! W szkole Fefina jest całe skrzydło dla maluchów, z własną salą gimnastyczną, w klasach dywany, żeby dzieciątka zmachane mogły odsapnąć, na korytarzu „poidełko”.

pierwsza

Do szkoły chodziłam z dwójką dzieci z mojej ulicy, więc dość szybko zaczęliśmy chodzić samodzielnie w obie strony. Szczególnie ekscytujące były powroty w zimie – trzeba było zmierzyć każdą zaspę i zjechać z każdej górki. Raz wracaliśmy ponad 2 godziny. Pamiętam, bo straszna była o to afera. Fefin oficjalnie będzie mógł wracać sam do domu w drugim semestrze drugiej klasy. Cóż, inne czasy, obawiamy się o bezpieczeństwo naszych dzieci, (pisałam o tym przed wakacjami)

Pierwsza klasa kiedyś i teraz to dwie zupełnie inne historie, ciekawa jestem jak potoczy się ta najnowsza.

A Ty, czy pamiętasz swój pierwszy dzień w pierwszej klasie? Podzielisz się wspomnieniami?