lajfstajl

Sąsiad…

Wczoraj wracaliśmy z kościoła w doskonałych nastrojach. Ciepło, słonecznie wreszcie po tygodniu ochłodzenia znowu wróciła pogoda. Po drodze spotkaliśmy sąsiadkę. Z poważną miną zapytała czy słyszeliśmy o Piotrze. Oczekiwałam na jakąś sensacyjkę, wszak sąsiadka w wieku mocno rozplotkowanym. Niestety. Okazało się, że mój sąsiad w piątek zginął w wypadku motocyklowym. Zrobiło mi się zimno, mimo pięknej pogody dostałam gęsiej skórki. Nie wiedziałam co powiedzieć.

Co można w takiej sytuacji powiedzieć? Nic, żadne słowa nie są na miejscu. Zwłaszcza, że znaliśmy się całe życie, z przerwą na Jego amerykańskie studia. 37 letni facet, dwoje małych dzieci, piękna żona, firma, która jednocześnie jest spełnieniem marzeń. A do tego zawsze uśmiechnięty, zarażający radością facet.

Później zaczęłam myśleć o Jego żonie i dzieciach. Maluchy rok i cztery lata – nie będą pamiętać ojca. Żona została młodą wdową – tragedia. Byli taką piękną i szczęśliwą parą. „Cały internet” pełen współczucia, to takie dziwne kiedy przy kondolencjach pojawia się emotek – smuta buźka. Wiem, takie czasy, ale jakieś to niestosowne. Dziwne.

Dzisiaj wyszłam z Fefinem na rower (dostał nowy większy) i patrzyłam z radością i dumą jak świetnie sobie radzi. I poczułam w sercu ukłucie – ojciec Piotra też kiedyś uczył Go jeździć rowerem, też cieszył się z takich drobiazgów. Był ojcem przez 37 lat, a tu w jednej chwili został, no właśnie kim? Nie ma określenia rodzica tracącego dziecko. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić co czują rodzice w chwili kiedy dowiadują się, że dziecko nie żyje. Zwłaszcza jeśli kilka godzin wcześniej rozmawiali, oglądali zdjęcia w sieci. Składając kondolencje ojcu Piotra poczułam, że płyną mi łzy.

Wiem, że ten wpis taki trochę nieskładny dzisiaj, ale jakoś się pozbierać nie mogę. Jestem bardzo poruszona tą śmiercią, jednocześni zastanawiam się nad sensem życia. Tak, tak takie gimnazjalne dylematy typu dlaczego akurat Jego to spotkało, a nie któregoś z meneli z pod sklepu. Za nimi nikt by nie tęsknił, nikt by po nich nie płakał.

Boję się pogrzebów i nienawidzę cmentarzy, zawsze wymiguję się jak mogę, ale tym razem pójdę. Nie dla tego, że tak wypada, bo to był mój sąsiad, ale dlatego, że to był taki dobry człowiek. To jedyne co mogę zrobić…

  • Frau Be

    Kiedy w człowieku zalęgnie się smutek, przestaje bać się cmentarzy i pogrzebów… Może to nawet dziwne, ale ja bardzo lubię chodzić na cmentarze, tam odnajduję potrzebny mi spokój.
    Coraz więcej ludzi odprowadzamy po raz ostatni, coraz młodszych… 18 lat temu pochowałam koleżankę z klasy.

    • Miałam taki moment w zeszłym roku, po śmierci Ojca – cmentarz wydawał mi się bardzo odpowiednim miejscem. Jednak wszystko wraca do normy i znowu wolę od cmentarza park i plac zabaw.