Jak pokochać centra handlowe – „recenzja”

Kiedy zobaczyłam tytuł „Jak pokochać centra handlowe” obudziła się moja wyobraźnia socjologiczna 😛 i natychmiast sięgnęłam po książkę. Kiedy zobaczyłam, że Natalia Fiedorczuk dostała za nią Paszport polityki w ubiegłym roku – mój zapał nieco osłabł. Zbyt wiele książek nagradzanych okazywało się być dla mnie z gatunku „nieprzeczytywalnych”. Pewnie gdyby stała na półce w księgarni a nie w bibliotece – to dalej by tam stała.
Okładka książki Jak pokochać centra handloweNie mogę napisać, że książka porwała mnie od pierwszej linijki, bo tak nie było. Boksowałam się z nią trochę, bo jakoś nie mogłam od razu wpaść w rytm czytania. Zwłaszcza, że okazało się, że nie jest o tytułowych centrach handlowych. Owszem duża jej część rozgrywa się w różnej maści sklepach, ale sama książka dotyczy zupełnie czego innego.

„Jak pokochać centra handlowe”, to książka o macierzyństwie. Pisałam już tu o książkach tego typu np „Mama smoczek„, „Perfekcyjna matka nie istnieje„, a nawet „Surogatka„. Ale ta pozycja jest diametralnie inna.
Nie ma tu lukru, zachwytów i całowana małych stópek. Jest za to mnóstwo zwykłych prozaicznych dni, płynących jeden za drugim, podobnych do siebie. Nie ma tu wartkiej akcji, ale raczej cykl przemyśleń, przeżyć, mini felietonów. To opowiadanie o tym jak jest, albo jak bywa w większości przypadków – matka czyli rodzic, kucharka, sprzątaczka, kierowca, zaopatrzeniowiec, a do tego żona i pracownica. Człowiek orkiestra odpowiedzialny za wszechświat.
Znasz to? Jasne każda z nas zna, ogarnianie życia to codzienność każdej matki na świecie, wychodzi raz lepiej raz gorzej, ale jakoś.
Natalii Fiedorczuk z reguły wychodzi gorzej niż by chciała, często jest źle, albo jeszcze gorzej. Oprócz macierzyństwa mierzy się z depresją, która po urodzeniu dzieci wraca ze zwiększoną siłą. Jednak ta książka to nie dziennik depresji, nie notatki o marazmie i byciu nieszczęśliwą.
To całkiem dobry kawałek literatury, nie da się przejść obok tej pozycji obojętnie. Czytając wiele razy dochodziłam do wniosku, że to o mnie, nie wszystko, ale wiele sytuacji było bliźniaczo podobnych do moich (i pewnie nie tylko moich).
Dodatkowo książka napisana jest w sposób nieco chropawy, bez upiększeń, zbędnych słów, okrągłych nic nie wnoszących zdań. Tylko to co ważne, prawdziwe i dość mocne.
Jeżeli lubisz książki o życiu, a nie tylko o zachwytach nad macierzyństwem to pewnie „Jak pokochać centra handlowe” też Ci się spodoba. Chociaż przeczytawszy kilka negatywnych opinii o tej książce można się zastanowić kto ma rację – ja czy „oni”. Najlepiej sama sprawdź 🙂

  • Frau Be

    Wszystko to odkryłam kiedyś sama. Jestem zrażona do macierzyństwa i dlatego nigdy nie chciałam mieć więcej niż 1 dziecko. Dopiero teraz jest fajnie…

    • Niestety uczymy się na błędach – własnych. Pewnie gdybyś kiedyś przeczytała taką książkę i tak byś się na dziecko zdecydowała, bo kto by tam książce ufał 😛

      • Frau Be

        Zgadza się – w tych sprawach działa bezrozumny instynkt. I na to nic nie poradzimy. Tyle, że jedni uczą się na błędach, a inni nie 🙂 Są też takie kobiety, które po prostu znoszą lepiej wszelkie niedogodności.

  • Patrycja Czubak

    Jeszcze nie moja bajka. Może kiedyś, kiedy zostanę mamą, zainteresuję się taką tematyką.

  • Oglądałam transmisję z Paszportów i bardzo zainteresowała mnie ta książka. A potem…zupełnie o niej zapomniałam. Zachęciłaś mnie do tego, aby w końcu się z nią zapoznać 🙂

  • Czytałam tę książkę. Wywarła na mnie kolosalne wrażenie, bardzo mocna książka i bardzo prawdziwa.

    • Niby nic takiego, a jednak nieźle potrząsa

  • Matką jeszcze nie jestem, ale ksiazki o zyciu lubię i tę pozycję chetnie bym przeczytala.

    • Oj, oby Cię o macierzyństwa nie zniechęciła 😛

  • To książka, którą pochłonęłam w kilka chwil, zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Brutalna, przejmująca spowiedź, która nie ma happy endu, ale też nie epatuje rozpaczą. Taka prawdziwa.

  • Brzmi ciekawe, ale raczej po nią nie sięgnę. Wydaje się być daleka od mojego gustu. :d

  • Zaskakujący tytuł, kusi mnie Twoja recenzja, zatem zapisuję książkę na swoją listę czytelniczą 🙂