Długi w spadku – wygraj z bankiem

W amerykańskich komediach romantycznych zdarza się czasem, że główny bohater dowiaduje się o śmierci nieznanej cioteczki i dziedziczy miliony. Każdy by tak chciał! Niestety w życiu bywa gorzej. Po śmierci bliskiej osoby dowiadujemy się, że dziedziczymy, ale nie miliony, tylko długi (i stare auto).
Doświadczyłam takiej sytuacji w ubiegłym roku. Długi niby niezbyt wielkie, bo nieco ponad 10 tys., ale zawsze to wyrwa w kieszeni. Poszperałam, popytałam i dowiedziałam się co mam zrobić, żeby – legalnie oczywiście – nie dać się bankowi.

Drogi są dwie:
– odrzucenie spadku
– przyjęcie z dobrodziejstwem inwentarza
W ciągu pół roku od śmierci spadkodawcy należy wybrać, co chce się zrobić, albo automatycznie dziedziczymy długi, ale tylko do wysokości dobrodziejstwa inwentarza (czyli masy spadkowej pozostawionej po zmarłym).

Odrzucenie spadku

To w sumie najlepszy wybór, jeśli długi są duże, a nic poza tym nie zostało. Wystarczy złożyć odpowiednie kwity w sądzie i tyle. Schody zaczynają się, gdy są małoletnie dzieci – wtedy trzeba w ich imieniu zakładać sprawę i one też muszą odrzucić spadek. Bank oczywiście będzie szukał innych krewnych – długi może dziedziczyć rodzeństwo i ich dzieci. Czyli najlepiej, żeby cała rodzina odrzuciła spadek.
Dlaczego ja tak nie zrobiłam? Bo był samochód, którego w przypadku odrzucenia spadku nie mogłabym legalnie sprzedać, ani nawet wyrejestrować! Dodatkowo nie chciało mi się zakładać sprawy w imieniu dzieci i pilnować reszty rodziny.

Przyjęcie z dobrodziejstwem inwentarza

W tej sytuacji mamy obowiązek spłacić dług po zmarłym, ale tylko do wysokości pozostałej masy spadkowej. Skąd bank wie co i ile zostało w spadku? Z naszego wykazu inwentarza – samodzielnie spisujemy, co zostało po zmarłym – oczywiście chodzi o rzeczy wartościowe typu domy, samochody, działki, oszczędności etc ale także zadłużenie. Wystarczy to wszystko spisać w odpowiednim formularzu, uiścić opłatę sądową – 50 zł i już.

Niby proste, ale oczywiście ja lubię mieć pod górkę. Krótko po śmierci ojca poszłam do banku zamknąć konto, to wtedy dowiedziałam się, że istnieją jakieś długi. Po prostu zadłużona karta i kredyt konsumencki. Elegancki pan zapytał, czy chcę spłacić już wtedy podczas pierwszej wizyty. Nie chciałam.

Okazało się, że kredyt był ubezpieczony – nie róbcie tego, jeżeli chorujecie przewlekle – jeśli śmierć następuje w wyniku choroby, na którą się leczył, to ubezpieczenie się nie należy. Tysiąc zł poszło się więc…Co ciekawe siedząc w kolejce do okienka, słyszałam jak pani „doradczyni”namawia pana po 70-tce na ubezpieczenie kredytu – nie pytając o ewentualne choroby.

Dowiedziałam się, że dzięki mojemu zgłoszeniu nie będą rosły odsetki i zostanie nadany bieg sprawie. Czekałam więc na ów bieg. Nie pozbywaliśmy się samochodu, sądząc, że chyba „przepadnie” na rzecz banku. Minęło pół roku, bank się nie odzywał. Po prawie roku od „nabycia spadku”, no jakoś tak szybko czas mijał, znowu poszłam do banku. I znowu pan się ucieszył, że chcę spłacać długi. Tym razem zapytałam się, co mam robić skoro bank milczy. Miałam złożyć kwit świadczący o nabyciu spadku z dobrodziejstwem inwentarza.
Skoro dzieje się to automatycznie miałam nadzieję na szybką akcję. Nic z tego, aby dostać takie zaświadczenie znowu można wybrać dwie drogi:

Notariusz

który za opłatą stwierdza nabycie spadku, ale muszą stawić się wszyscy spadkodawcy – nie da się tego załatwić przez pełnomocnika. Z powodu tego, że nie wszyscy zainteresowani są na miejscu musieliśmy wybrać opcję nr 2, czyli

Sprawa w sądzie

Składa się dokumenty (akt zgonu, małżeństw, akty urodzenia lub ślubu dzieci) i czeka się na wyznaczenie rozprawy. Nawet nie tak długo się czeka, a mnie niż miesiąc. Na sprawie może stawić się komplet zainteresowanych, jedna osoba, albo nikt. Byłam ja – trwało 10 minut i po uiszczeniu opłaty za papier miałam orzeczenie o nabyciu spadku z dobrodziejstwem inwentarza solidarnie przez 3 osoby.

I znowu poszłam do banku – zaniosłam postanowienie sądu. Kazano mi sporządzić spis inwentarza. Na moje pytanie o auto usłyszałam, że mam je sprzedać. Formalnie samochód miał trzy właścicielki, tu całe szczęście podpisać może się pełnomocnik. Udało nam się sprzedać błyskawicznie – w poniedziałek wystawione w środę sprzedane.

Sporządziłam wykaz, zaniosłam do sądu i znowu wszystkie kwity do banku. Tym razem pani skopiowała wszystkie papiery i obiecała wysłać dalej. Rzeczywiście po nieco ponad miesiącu bank upomniał się o długi. A konkretnie o kwotę zawartą w masie spadkowej tj. nieco ponad 3 tysiące. Zrobiłam przelew i myślałam, że długi mam z głowy.
Po trzech miesiącach z banku przyszły dwa listy – zawiadamiające mamę i siostrę, że oto mają w ciągu 14 dni spłacić długi odziedziczone w spadku. Mnie już nie „prosili”. Czyli co bank liczy na to, że spadkobiercy się zagapią? Nie rozmawiają ze sobą? Nieźle kombinują.
Mama się zestresowała, że jednak nie miałam racji i żadne dobrodziejstwo nie zadziałało. Spokojnie – napisałam do banku, że przecież spadek dotyczył trzech osób i długi zostały spłacone! Znowu wysłałam parę kwitków. Po miesiącu przyszły znowu dwa listy: długi zostały uregulowane!

Jaki z tego morał – wszystkie sprawy spadkowe trzeba załatwiać szybko, bo bank się czai i stara się skorzystać z ewentualnego zagapienia.

Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis był w miarę jasny i chociaż nikomu nie życzę, ale jednak komuś może się przydać 🙂