Hygge czy minimalizm? Czyli czytam i szukam

Właśnie skończyłam czytać dwie książki opisujące drogę do szczęścia. Właściwie dwie drogi 🙂 „Hygge. Klucz do szczęścia”. M Wikinga i „Pożegnanie z nadmiarem” F. Sasakiego. Już na początku napiszę, że obie książki naprawdę warte przynajmniej przejrzenia.

Hygge

czyli duńska recepta na szczęście. Nie wiedziałam, że Dania wedle wielu światowych rankingów od lat znajduje się w czołówce najszczęśliwszych krajów na świecie. I to mimo tego, że jest tam zimno, mokro i przez znaczną część roku ciemno. Co Duńczykom daje radość? Podobno Hygge – magiczne hasło odmieniane przez wszystkie przypadki. Trudno je zdefiniować, bo jest ono nieuchwytne, a jednocześnie pożądane. Jest to pewien stan, do którego każdy z nas dąży: poczucie bezpieczeństwa, wspólnoty, ale też zadowolenia z pełnego brzucha i ciepłych stóp 😀
Z książki dowiemy się jak osiągnąć stan hygge w bardzo różnych sytuacjach. Podczas czytania ma się ochotę wskoczyć pod koc i chrupiąc pierniczki czytać i popijać aromatyczną herbatkę. I zrobiwszy to poczuć się bardzo hygge.

hygge

Free-Photos / Pixabay

Druga książka dotyczy tematyki, której od jakiegoś czasu bacznie się przyglądam i o czym już czytałam i pisałam (Jak posprzątać chałupę , minializm). Tym razem drogę do szczęścia pokazuje japoński minimalista Fumio Sasaki. Pisze w bardzo zajmujący sposób o tym jak odgruzowując (dosłownie) swoje mieszkanie zyskał nie tylko wolną przestrzeń, ale i zupełnie nową perspektywę. O ile Marie Kondo pokazuje jak wyrzucać i układać, o tyle Sasaki tłumaczy dlaczego pozbywanie się nadmiaru jest ważne. Na swoim przykładzie uczy jak oddawać, sprzedawać i cieszyć się z tego co się ma, bez konieczności kupowania nowych rzeczy.
Ta książka trafia do mnie bardziej niż M. Kondo- niby obie dotyczą tego samego, a jednak z zupełnie innych perspektyw.

Po przeczytaniu obu książek nie do końca wiem co bardziej do mnie przemawia: hygge i ogień w kominku czy zachwyt nad pustą szafą. Z racji pory roku częściej będę skłaniać się ku duńskiej koncepcji szczęścia – wełniane skarpety i kardamon z cynamonem oraz hygge świeczki wokoło. Z drugiej jednak strony pomalutku powyrzucam trochę szpargałów, wszak aura sprzyja siedzeniu w domu. Ani hygge ani idealnego minimalizmu nie osiąga się w jeden dzień, więc może warto zacząć działać w tych kierunkach? Pomału, bez napinki, na luzie…

  • Frau Be

    Mnie jest bliższa koncepcja pustej szafy. Wiecznie cierpię na brak przestrzeni życiowej, więc wyrzucam wszystko, czego nie używam. Nie zbieram niczego niepotrzebnego, nie znajdą się u mnie żadne przydasie. Ale prawda jest taka, że daje to cały guzik – gówniana klitka to nie to samo, co duże mieszkanie albo dom.

    • Ja też z szafami walczę i idzie mi coraz lepiej! Sasaki żyje na 20 metrach i planuje znaleźć coś jeszcze mniejszego, tak, że tego np, ten nie rozmiar się liczy 😀

      • Frau Be

        dla mnie się liczy, bo ja mam klaustrofobię. Poza tym jestem większa od żółtka.

  • Ja również idę w stronę minimalizmu i sama widzę po sobie, jak życie staje się prostsze właściwie w każdym zakresie. Hygge mnie nie zachwyca. Marketingowy bullshit, jak dla mnie. Duńczycy jako najszczęśliwszy naród, ale też z mega wysokim (nie wiem, czy nie jednym z najwyższych) wskaźnikiem zachorowań na depresję. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Właśnie jestem na etapie odgruzowuwania mieszkania… jest tego stanowczo za dużo :/