Matka matce – wilczycą!

Już od rana wyjątkowy nastrój, kwiatki, serduszka czekoladki – Love is all around! Jednak, aby nie było aż tak słodko, zajmę się miłością mniej oczywistą. Jak matka „madce”, powbijam szpilek parę, nie oglądając się za bardzo na cudze uczucia. Któż inny zrozumie matkę jak nie inna matka? I któż inny będzie umiałł tak celnie kopnąć, z uśmiechem wgnieść w ziemię?

Gellinger / Pixabay

Nie mam czasu (i ochoty) na fora internetowe, a już w szczególności na odłam „parenting”, owszem jestem w jednej grupie „mamusinej”, ale znamy się już długo i nie kąsamy się po łydkach. To raczej grupa wsparcia i psychoterapia grupowa :). Jednak czasem coś mi w oko wpadnie, zwykle mnie zachwyca 🙂

Ale ad rem – zanim zostałam matką, nie miałam pojęcia, że macierzyństwo to pole minowe, połączone z paintballem. Cokolwiek zrobisz, będzie wybuch, będzie bolało i cały czas ktoś czyha i celuje. Zawsze, ale to zawsze znajdzie się ktoś, kto wie lepiej, i nie omieszka ci tego uświadomić.

Poród

Oczywiście tylko i wyłącznie siłami natury („w bólu rodzić będziesz”), tylko wtedy wiesz, co to znaczy zostać matką! Cesarka, jeszcze może na życzenie? Ta, jasne po czymś takim dziecko powinno obchodzić „wydobyciny”, bo prawdziwe urodziny to to nie są (serio widziałam takie określenie). Ale, żeby nie było tak dobrze – te od „nieprawdziwego” rodzenia nie pozostają dłużne. Wolą mieć bliznę na brzuchu niż…wiadro „tam na dole”. No cóż, poziom dyskusji pozostawia wiele do życzenia.

Karmienie

Karmisz? Nie, głodzę! Oczywiście w domyśle czy karmię piersią. Jedyna słuszna odpowiedź – karmię, non stop karmię! Jeżeli karmisz mlekiem modyfikowanym, należysz do tych złych i leniwych kobiet, którym się nie chce! Dobra matka zawsze znajdzie sposób, aby wykarmić własnym biustem choćby drużynę piłkarską. Biedulki zastraszone przez terrorystki laktacyjne jednak dzielnie się odgryzają. Wolą mieć fajne cycki niż wymiona wiszące do pępka (to znowu nie ja wymyśliłam).
Potem pojawia się rozszerzanie diety – oczywiście wyłącznie eko/bio domowe obiadki. Jeśli karmisz słoiczkami i kaszkami, jesteś złą matką! Jeśli nie kupujesz słoiczków i nie gotujesz oddzielnie dla dzieciątka, tylko dzielisz się tym co je cała rodzina – jesteś złą matką!
Później jest tylko gorzej – parówki, słodycze, frytki – samo zło! Dyskusja o tym, co jedzą dzieci nie na moje nerwy.

Nocnik

Temat, nomen omen, rzeka. Nigdy nie jest zbyt wcześnie, żeby posadzić dziecko na nocniku. No jasne, bo nie myślisz o przyszłości dziecka – zbyt wcześnie odpieluchowane dziecko będzie miało problemy z siusianiem, nerwami i kręgosłupem i seksem (serio są takie teorie). Używasz jednorazowych pieluch, oj zła z ciebie matka i leniwa do tego. Nie dbasz o matkę Ziemię, dokładasz jej tony nierozkładalnych śmieci. Niespełna dwulatek chodzi bez pieluchy – jak mogłaś tresować dziecko! Skończyło trzy lata i ma pieluszkę – no wiesz, wcale się nie starasz!

Edukacja

Jeśli oddasz dziecko do żłobka w pierwszym roku życia, to znaczy, że jesteś słabą matką, zimną i w ogóle, po co ci dziecko skoro tak szybko się go pozbywasz? Nie zapisałaś do przedszkola? Chowane pod spódnicą będzie zahukane i nie będzie umiało bawić się z innymi dziećmi! Robisz mu krzywdę!
Wysłałaś dziecko rok wcześniej do zerówki (była taka opcja) – odbierasz mu dzieciństwo!
Nie zapisałaś na pińcet zajęć po lekcjach – taka biedna, czy zupełnie o przyszłości dziecka nie myślisz?

I tak dalej i tak dalej. Każda matka (no prawie każda) wie, co robi. Zna swoje dzieci i wie czego im potrzeba i naprawdę nie chce ich skrzywdzić. Nawet ta, która nie zakłada czapeczki przy +20 stopniach i zdejmuje skarpetki niemowlakowi.

Podobno nie ma silniejszej miłości niż macierzyńska. I miłości o takiej mocy życzę wszystkim dzieciatym i nie – w końcu dzisiaj „walentynki”.

Zdjęcie użytkownika Suchar Codzienny.

Podziel się w komentarzach co „miłego” usłyszałaś jako matka od innej matki (teściowa też się liczy).