Wszystko jest w Twojej głowie – recenzja tym razem o chorobach

Dawno temu zastanawiając się nad wyborem studiów myślałam też o psychologii. Wybrałam co innego, ale zainteresowania co nieco wokoło psychologii się kręcą. Przeczytałam wszystko co napisał Freud (no dobra, może nie wszystko, ale sporo), lubię Oliviera Sacksa i co jakiś czas sięgam po książki z tej tematyki. Od jakiegoś czasu częściej jest to psychologia typu Jasper Juul, ale zawsze.
Tym razem wpadła mi w ręce publikacja autorstwa lekarki, neurolożki Suzann O’Sullivan

Wszystko jest w twojej głowie. Opowieści o chorobach psychosomatycznych

Tytuł dość poważnie brzmiący, ale i tematyka błaha nie jest. Nie da się tego ot tak streścić czy opisać w skrócie, to jest jena z tych książek, które trzeba przeczytać i od których ciężko się oderwać.

…poznałam wielu ludzi, których smutek był tak przytłaczający, że nie potrafili go znieść, zastąpili go więc fizyczną niepełnosprawnością. Wbrew logice nasza podświadome ja woli, żebyśmy mieli ataki drgawek, lub byli przykuci o wózka, niż żebyśmy doświadczali cierpienia psychicznego.

Może to wyjaśnienie współczesnej plagi chorób wszelakich? Żyjemy coraz szybciej i coraz bardziej oddalamy się od siebie. Ciągle chcemy więcej, nie mamy czasu na rozmowę, wyżalenie się albo wysłuchanie drugiego człowieka. Jak radzimy sobie ze stresem? Na pewno nie tak jak kiedyś, coraz częściej nie mamy czasu ani kogoś bliskiego, kto zrozumie. Kumulujemy złości, stresy, lęki w sobie, a one przecież muszą jakoś wyjść z nas. Pacjenci O`Sullivan „radzą sobie” dostając drgawek mylnie diagnozowanych jako padaczka, padają ofiarami paraliżu, a nawet ślepną. Spokojnie, wszystko dzieje się w głowie, da się naprawić, chociaż bardzo trudno. Najdziwniejsze jest to, że ból i drgawki są prawdziwe, chociaż medycznie nie da się ich uzasadnić.

Przypuśćmy, że u kogoś komu dokucza ból szyi, znaleziono w prześwietleniu kręgosłupa zmiany zwyrodnieniowe wynikające z naturalnego zużycia dysków (…) Jeśli jednak pacjent nabierze przekonania, że to właśnie te zmiany, a nie na przykład napięcie mięśniowe czy stres stanowią powód jego dolegliwości, to jest dużo mniej prawdopodobne, że zdoła uwolnić się od bólu.

Doskonale to rozumiem, zawsze kiedy mam potężną migrenę, taką kiedy nawet mruganie oczami boli, zaczynam zastanawiać się czy to nie tętniak albo guz mózgu. Im więcej myślę, tym gorzej się czuję, a nie da się nie myśleć!
Kiedy zdarza mi się rano poczuć słabiej, staram się jak najszybciej czymś się zająć, żeby nie myśleć. Jak mam czas na myślenie wszystko się może zdarzyć. Wkręcam sobie coraz gorsze samopoczucie, mam wrażenie, że zaraz umrę, albo przynajmniej stracę przytomność. Kręci mi się w głowie, mam mdłości, rośnie mi ciśnienie (serio, serio). Wiem, że nic mi nie jest, zmuszam się do wypicia herbaty i kopię się w tyłek. Nigdy nie jest łatwo, ale wiem, że gdybym mogła zostać w łóżku czułabym się jeszcze gorzej.

Wszystkim nam to się zdarza – każdy martwi się czasem na zapas – ale niektórym wchodzi to w nawyk. W takim przypadku nieustanne przewidywanie choroby może mieć destrukcyjny wpływ na nasze życie – do tego stopnia, że kiedy naprawdę zachorujemy, przyjmujemy to niemalże z ulgą.

To mnie na szczęście omija, póki co, nie wymyślam co by być mogło. Jednak nie znoszę chodzenia do lekarzy, wszelkich. Jeśli mam w planach jakikolwiek „przegląd” jestem chora dzień wcześniej. Nerwowo chora. Wiem, że czuję się dobrze, ale jak coś znajdą? Nawet okulista mnie stresuje. Badania okresowe – ciśnienie skurczowe 170 na sam widok lekarza.

Jeśli czasami czujesz się gorzej niż wynika to z twojego fizycznego stanu, albo jeśli ktoś z twoich bliskich jest „chorszy” niż lekarze mówią – przeczytaj tą książkę. Dowiedziałam się, że nie jestem nienormalna jeśli ze stresu czuję, że jestem bardzo chora i mam ochotę zakopać się pod dywanem. Wiem już, że moja psyche steruje moim ciałem dużo bardziej niż mi się wydaje. Wiem też, że jeśli chcę się czuć dobrze, muszę po pierwsze naprawdę tego chcieć.

Naprawdę warto przeczytać tą książkę, niezależnie od tego jak szczęśliwe życie prowadzisz, przeczytaj, innym okiem spojrzysz na „symulantów”. Oni naprawdę cierpią, nawet jeśli lekarz mówi, że nie ma prawa boleć.