Posiadam różne cechy, część fajnych, kilka takich sobie, ale jedna z nich okazuje się budzić zdziwienie, a często też rozbawienie. Zarzucają mi przez nią nieżyciowe podejście, naiwność, a czasami wręcz głupotę. Ale ja inaczej nie potrafię. Nie wiadomo skąd mi się to wzięło, bo matka moja własna się z tego śmieje. Nie dość, że sama tak mam to jeszcze bym chciała, żeby i inni mieli. Cechą tą, z którą walczę, jest patologiczna wręcz

Uczciwość

Nie kłamię, bo nie widzę w tym sensu, a zresztą musiałabym potem pamiętać co komu naopowiadałam. Płacę co trzeba (wszelkie składki, zrzutki etc) i kasuję bilety, bo uważam, że tak należy. Denerwuje mnie jak ktoś „kombinuje”.
Do zajęć staram się przygotować jak najlepiej, a jak mi nie wychodzi to jestem zła na siebie, że odwalam fuszerkę. Dlatego jestem wkurzona, że znowu będę miała nowe wykłady, tematy o których nic nie wiem, przygotuję się, wyłożę co trzeba, ale wiem, że to raczej mało profesjonalne będzie. Słabo się czuję ze świadomością, że będę „sprzedawać” coś co ma kiepską jakość.

Copywriting hmm prawie prawda

Od jakiegoś czasu param się copywritingiem (to dużo powiedziane), piszę za pieniądze. Dostaję suche dane, a mam z tego zrobić opis miły do czytania i zachęcający do zakupu. Piszę tak jak jest, nie naciągam rzeczywistości, ale używam wielu przymiotników 😀
Ostatnio dostałam propozycję pisania opinii. Miałam zachwycać się kosmetykami no name, jako klientka, która używa i sika ze szczęścia, bo za 12 zł kupiła „perfumy” identyczne jak oryginał. Najpierw pomyślałam, ok praca to praca, ale szybko moja ulubiona cecha palnęła mnie w czoło. „Będziesz kłamać? Za te grosze?” Oczywiście nikt się nie dowie, bo w internecie nie takie rzeczy się dzieją, a kasa jest kasa. Jednak nie, czułabym się kiepsko pisząc, że krem jest bajecznie skuteczny chociaż na oczy go nie widziałam.
Wiem, że opinie w sieci można kupić, ale ja nie muszę do tego klawiatury przykładać.

Reklama kłamie,

sprzedawcy takoż, ale co i rusz łapię się na jakąś promocję -ostatnio w moim ulubionym sklepie na „r”. Miałam w planach kupno tabletek do zmywarki.Trafiła się akurat speszal okejżyn dla posiadaczy karty lojalnościowej. Z 54 na 27, wow okazja. Inna sprawa, że chciałam wydać ok 30 zł. Kupiłam, zadowolona z produktu i domniemanej oszczędności. W sklepie obok te same tabletki też w promocji z 34 na 23. Czyli mój ulubiony sklep sztucznie zawyżył cenę, żebym się ucieszyła tyyyyyle oszczędzając. Zrobiło mi się po prostu i po ludzku przykro.

A co z blogerami?

No tu już można popłynąć, ale tego co kto pisze trudno się czepiać. Blog to miejsce, w którym można sobie konfabulować do woli i nic mi do tego. Wkurza mnie co innego. Każdy (prawie) szuka czytelników promując się w różnych miejscach. To też jest okej, ale… W grupkach na fejsie są pewne zasady: wklejasz link, ktoś cię czyta i komentuje, ale ty masz zrobić to samo. Zawsze się wywiązuję, bo tak jest fair. Ostatnio po moim wpisie wkleiła się blogerka dość znana, z dużym zasięgiem, sprzedająca kursy, ucząca jak zarabiać etc. Liczyłam na fajny komentarz, a co się okazało? Nic. Olała sprawę. Nie wywiązała się. Przecież nie będę jej strofować i pouczać. pewnie nawet byłaby zdziwiona, że zarzucam jej nieuczciwość.

Czy jestem kryształowa?

Oczywiście, że nie. Staram się, ale nie mogę powiedzieć, że zawsze i za wszelką cenę. Zdarza mi się czasem coś zachachmęcić (uwielbiam to słowo), ale naprawdę rzadko. Zawsze przyznaję się ile dzieci mają lat, chociaż czasem mogły by wejść gratis. Czasem mnie kusi, żeby skłamać 🙂

A jak z Tobą? Rozumiesz mnie czy raczej się śmiejesz z mojej naiwności?