Kler – refleksje po seansie

Kościół w Polsce od jakiegoś czasu ma zdecydowanie nie najlepszą prasę. Niestety kler przykłada do tego rękę i udaje, że to jacyś ONI robią krzywdę i kłamią. Do tego politycy z jedynej słuszne opcji zagarniają sobie kościół, a nie wszyscy chcą być utożsamiani z Pazernymi i Szkodliwymi.
I gdyby było tego mało media też uwzięły się na księży, zarzucają im rozpasanie, pedofilię i homoseksualizm (te dwa grzechy zwykle utożsamiając). Kumulacją nienawiści do Kk jest film Wojtka Smarzowskiego:

Kler

Dzisiaj wreszcie udało mi się znaleźć czas i byłam w kinie. Co ciekawe na sali było sporo osób, a większość z nich w wieku 70+. Najpierw pomyślałam nawet, że może zaczną blokować projekcję i odmawiać różaniec 🙂

Film wbija w fotel, a do tego zasmuca, dołuje, przeraża. Gra aktorska jest fantastyczna – Braciak jako cyniczny karierowicz, Jakubik jako pierdoła czy Więckiewicz pijaczyna. A do tego Gajos jako arcybiskup. Obsada genialna, chyba nie można było lepiej wybrać.

Księża piją

Z racji koneksji rodzinnych wiem co nieco o życiu księży i to, że od alkoholu nie stronią nie jest dla mnie tajemnicą. Nawet pokazana w filmie skala nie wydaje mi się bardzo przesadzona – niestety. Ale kto nie pije? Nie ma kategorii zawodowej bez alkoholików. Kler pija tak samo jak „normalni” lekarze, prawnicy czy inni biznesmeni. Ze stresu, z radości, ze smutku, z samotności. Tu Smarzowski nie odkrywa żadnej tajemnicy.

Nie dotrzymują celibatu

To też mnie nie dziwi. Każdy chyba słyszał o księdzu co „ma babę”, albo dziecko. Ja na własne oczy widziałam księdza mieszkającego z gospodynią bardzo młodą i atrakcyjną. Chciałabym wierzyć, że to tylko gospodyni. Celibat nie jest normalnym stanem dla człowieka, a ksiądz to jednak człowiek więc normalne, że go do aktywności seksualnej ciągnie.

Krzywdzą dzieci

I to jest najczarniejsza część filmu „Kler”. To coś co nie ma prawa się dziać, a jednak się dzieje. Pedofila w Kościele to chyba jednak problem, chyba większy niż nam się wydaje. Nigdy nie spotkałam się z księdzem, który zachowywał się dwuznacznie, ani nie słyszałam, żeby coś podobnego spotkało kogoś z moich znajomych, ale niestety zdaję sobie sprawę z tego, że problem istnieje.

Czy więc jest sens iść do kina?

Skoro w filmie jest mowa o tym co i tak wiemy? Tak, zdecydowanie tak. Kler, a raczej jego przedstawiciele pokazani są jako ludzie, źli, grzeszni, ale bardzo ludzcy. Smarzewskiemu udało się pokazać, że nikt nie jest tylko zły, albo tylko dobry. Mimo wszystko, trzej bohaterowie starają się naprawiać swoje winy. Jakkolwiek pokrętnie to brzmi, ale nie można im odmówić zaangażowania także w „czynienie dobra”, oczywiście przy okazji sobie też coś załatwiają. Ksiądz, który pokazuje czym jest odwaga cywilna i sumienie, tak to warto zobaczyć.

Jedyne za co kler może się na „Kler” obrażać to pokazanie Kościoła jako organizacji o bardzo szeroko sięgających mackach. Skorumpowanych, łasych na kasę szantażystów decydujących o wszystkim. Księża na różnych szczebelkach władzy mają sporo za uszami i pewnie ci będą się obrażać. Póki co żaden hierarcha się nie wypowiedział.

Podsumowując: warto, niezależnie od nastawienia do Kościoła, warto zobaczyć i wyrobić sobie własne zdanie.

Jeśli ktoś z czytelników zechce się podzielić swoją refleksją po filmie – będę zachwycona.