5 pomysłów na życie bez etatu

Na skutek różnych zawirowań jestem na zawodowym zakręcie. Jak się uda to pracuję tu gdzie pracuję jeszcze jakiś czas, a jak się nie uda… To też dam radę. Zastanawiając się co można robić zamiast etatu doszłam do wniosku, że jednak parę rozwiązań jest. Może nie wszystkie dla mnie, ale…

Zostanę w domu

po pierwsze zawsze mogę zostać kurą domową. Mąż mnie utrzyma, i dzieci też. Sorry siostry feministki, ale mi się ta opcja nawet podoba (czasami). Po urodzeniu Fefina krócej, Polyanny dłużej byłam na urlopach macierzyńskim i wychowawczym. Bardzo ważne było dla mnie bycie z dziećmi kiedy były takie małe. Trochę mnie zupki-kupki nużyły, ale w sumie było fajnie. Gdybym więc teraz miała zostać w domu i TYLKO zajmować się domem to mogło by mi się spodobać. Małż do roboty, dzieci do placówek, a ja po ogarnięciu chałupy miałabym czas dla siebie. Kuszące!
Minusem jest brak  lub mało kontaktów z dorosłymi ludźmi nie będącymi moją rodziną.

Gdybym nie miała obecnego małża i obecnych dzieci zawsze mogłabym spróbować bogato wyjść za mąż i poświęcić się na bycie perfekcyjną panią domu.

 

 Zostanę bizneswoman (taką mini biznes)

Jak mi się znudzi „siedzenie” w domu mogę zająć się freelancerką wszelkiej maści.  Założę własną działalność i będę pracować dla siebie na swoich warunkach. Najbardziej przemawia do mnie klikanie w klawiaturę – mam już nawet pewne doświadczenie jako content writer. Gdyby się przyłożyć jest szansa, że na tym zarobię na chleb, a nie napracuję się przesadnie. Czyli ogarniam chałupę i siadam do klawiatury. Kuszące!
Minusem są zus-y i inne pierdolety, ale o emeryturze trzeba myśleć

Pójdę na zasiłek

Zawsze mogę się zarejestrować jako osoba bezrobotna. Będę miała ubezpieczenie i przez pół roku zasiłek. No i teoretycznie oferty pracy. Ostatni raz w UP byłam na początku wieku, wtedy dostałam 2 oferty: sekretarka w szkole podstawowej i pomoc fotografa. W szkole dowiedziałam się, że to pic, bo już mają kandydatkę, a u fotografa było nieaktualne. Potem sama znalazłam pracę. Teraz pewnie by mnie skierowali do Biedry albo innego Lidla. Zasiłek może i kuszący, ale zagrożenie skierowaniem do niechcianej pracy…
etat

 

Przejdę na garnuszek państwa -jeszcze  bardziej

Mogę zostać beneficjentką (ładne słowo) różnych instytucji pomocowych z 500+ na czele ( i to razy dwa jak stracę pracę). Poza tym oczywiście pomoc społeczna, pracowałam tam pół roku, wiem co i jak mówić, żeby było wiarygodne :).  Mogę nawet dać się reedukować czy szkolić za pieniądze z programów na rzecz reintegracji o powrót na łono prawilnych płatników podatków. Żyć za cudzą kasę, kuszące.
Minusem jest jednak to, że jest to powiedzmy oględnie, mało prestiżowy sposób na życie.

A może cisza i modły?

Ostatnia opcja, która mi wpadła do głowy, ale aktualnie dla mnie niewykonalna. Jednak jak ktoś chce…zamiast do roboty czy po zasiłek można pójść do zakonu! Jest jedzenie, ubranie i ciepły kąt w wersji dożywotniej. Jedynie trzeba zrezygnować ze wszystkiego i podporządkować się absolutnie. Nie myśleć tylko wykonywać polecenia. Nie decydować tylko słuchać. Mieć zdjęty z głowy obowiązek ciągłego wyboru. Tak, bardzo kuszące….
Kiedy byłam płochym dziewczątkiem miałam moment, w którym życie zakonne mnie fascynowało. Broń Boże nie miałam powołania, ale takie poukładane życie wydawało mi się bardzo pociągające. Z tym, że u mnie z posłuszeństwem różnie bywało więc ta opcja odpadła w przedbiegach.

Czyli jakby co jakieś opcje są. Oczywiście „normalna” praca  też wchodzi w grę, ale gdybym chciała wszystko postawić na głowie zawsze mogę wybrać coś bardziej oryginalnego niż praca na etacie.

Masz inne pomysły na robotę bez etatu? Dawaj! Inspiruj!