Bałtów z dziećmi – zdjęcia

Jakoś mi umknęło i zapomniałam się pochwalić, że w maju zaliczyliśmy Bałtów. Udało nam się zobaczyć dinozaury i całą resztę zanim zaczęło się robić gorąco. Z Fefinem byliśmy tam w 2014, czyli z Panienką w fazie prenatalnej. Wróciliśmy zobaczyć co się zmieniło. Dzieci zachwycone, ja szukałam dziur w całym 🙂

Generalnie rzecz ujmując całość nastawiona jest na oskubanie z worka monet, ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić. Chociaż na upartego znajdziemy i atrakcje za darmo.

 

Statek piracki, przeprawa przez wodę i tyrolki – zupełnie za darmo. Spacer po wesołym miasteczku i strefie gastro także.

Nie przepadam za miejscami zbyt głośnymi, więc na widok takiego kamyka

Emitującego radosne umc-umc, zrobiło mi się raczej smutno. Wokoło zielono, ptaki śpiewają, ale dyskoteka musi być. Współczuję obsłudze wesołego miasteczka, gdzie tych kamyczków było sporo.

Dinozaury oczywiście budziły zachwyt i ochotę nakarmienia, skoro roślinożerne…

Generalnie rzecz ujmując, dla dzieciaków fajne, miejscami nadgryzione zębem czasu, ale robią wrażenie.

 

W ramach zabawy dzieciaki mogą poszukać plastikowych kosteczek

Jednak Bałtów to nie tylko dinozaury. Stare amerykańskie autobusy powiozły nas na safari gdzie spotkać można masę rogacizny i nie tylko.

Wracając z safari warto zobaczyć polskie zamki w miniaturze. Pieczołowicie wykonane, bardzo drobiazgowa robota. Wpadliśmy między innymi na Wawel

Z góry zjeżdżaliśmy wyciągiem krzesełkowym, temu z kolei towarzyszy muzyka poważna, w połączeniu z zielenią dookoła doskonała.

W oceanarium (3d li i jedynie) Polyanna wybiegła na początku jak tylko zobaczyła mega żółwia (tak jak jej brat 4 lata temu), a Fefin dzielnie dotarł do końca, uciekając z krzykiem przy atakującym rekinie.

Krótki relaks na placu zabaw i wybraliśmy się na roller-costera. Po drodze dokończyliśmy spacer po dolnym zwierzyńcu, gdzie najwięcej entuzjazmu budził król Julian

Surykatki

 

bałtów

I karmienie zwierząt. Warto wziąć własne marchewki, bo te sprzedawana na miejscu to 5 zł za jakieś 20 dkg.

Roller – coster jechał owszem szybko, Fefin wrzeszczał, ale w sumie nic specjalnego.

Oprócz tego jest jeszcze Sabathówka, plac zabaw z animacjami, oboje orzekli, że nuda. W chacie wystylizowana czarownica gada do dzieci i dorosłych, gada, gada, gada i jest naprawdę nudna. Stara się być zabawna, ale słabo jej wychodzi.

Jeśli chodzi o strefę gastro, to zdecydowanie nie dla wegan. Wegetarianin z głodu nie umrze – zjadłam zapiekankę. Ale wegańska jest tylko woda.

Bałtów zajął nam calutki dzień, zaliczyliśmy wszystko poza wesołym miasteczkiem, bo doszliśmy do wniosku, że takie atrakcje są wszędzie. Żeby jeszcze dodatkowo całość podkręcić następnego dnia pojechaliśmy do pobliskiej Skarbki, gdzie mieści się bodaj największy park linowy w Polsce.  Serio, jest moc! Dzieciaki się wspinały my asystowaliśmy i kibicowali.

Dwa dni na świeżym powietrzu. Dwie doby non stop z rodziną. Doznania ekstremalnie niezapomniane. Jeśli jeszcze nie byłaś, a Bałtów Cię nęci to spróbuj, dzieci będą zachwycone.