Minimalizm wcale taki łatwy nie jest

Chwaliłam się już kiedyś, że próbuję sukcesywnie odgruzować chałupę, wdrażając ofkors minimalizm. Mam dość przestawiania z kąta w kąt i upychania po szafach. Próbuję pozbywać się nadmiaru, z różnym skutkiem. W zeszłym roku udało się wywalić sporo rzeczy z piwnicy (oczywiście nie stoi już pusta).

Mini szafa?

Najłatwiej pozbywać się ciuchów. Konmari każe dziękować każdej skarpetce i wysyłać precz. Tak, teorię mam w małym palcu, z praktyką różnie. Nauczyłam się wywalać ubrania poplamione i dziurawe – nie odkładam na „domowe”. Bez większego żalu pozbywam się czegoś co przestało mi się podobać. Niestety jest reszta, która mi się podoba, jest w dobrym stanie i może się przyda (akurat). Udało mi się jednak doprowadzić do stanu 1:1 – coś kupuję coś wyrzucam. Do capsule wardrobe mi daleko, ale….Mam w planach kolejny worek dla fundacji Pomaganie przez Ubranie.

Biblioteczka minimalistyczna? minimalizm

Trudniej jest z książkami. Udało mi się wyekspediować trochę książek. Część do skupszopu, trochę do biblioteki, trochę do fundacji i kilka sztuk na olx. Nie umiem wyrzucać książek na makulaturę. Zwłaszcza, że wydaje mi się, że stare książki mają jakąś wartość, albo że dzieciaki je przeczytają. Tłumaczę sobie, że jakby co to zawsze są biblioteki. Ale jak tu się pozbyć dzieł zebranych Pilipiuka? No way!

A co z tym zrobić?

Mam nieco plebejską duszę, nie kręcą mnie złoto i diamenty. Biżuterii prawie nie używam. Wisiorki i bransoletki, korale i broszki (zbyt polityczne) – mogą nie istnieć.  Kolczyki:  srebrne, metalowe, blaszane czy jakie tam tylko są moją jedyną, wielką słabością, mam kilkanaście par i wszystkie kocham. Część zdekompletowana, powyginana, ale nie umiem się ich pozbyć. Najchętniej noszę kolczyki srebrne, które wydają mi się elegantsze niż złote, najlepiej w połączeniu z bursztynami, albo kamykami równie mało szlachetnymi.  Złote też mam, ale noszę zdecydowanie rzadziej. Mam kilka pierścionków i ich też nie wyrzucę, ale kolejnych nie potrzebuję. Prawdziwy minimalizm to ze dwie pary kolczyków i obrączka, ale aż tak radykalna nie jestem.

Nie bardzo póki co widzę tą przestrzenie bezkresne w moich szafach, a wywaliłam już naprawdę sporo gratów. Myślę, że główny problem tkwi w tym, że mieszkam tu zbyt długo, rzeczy gromadzą się od tylu lat, nabyły już dawno status pełnoprawnych mieszkańców i dlatego trudno się ich pozbyć. Jednak nie przestaję się starać, segreguję i wyrzucam. W końcu chcę mieć MNIEJ!