Początek października i co z tego?

Przez 24 lata (sic!) początek października wiązał się z początkiem roku akademickiego. Najpierw jako studentka, potem doktorantka, wykładowczyni. W tym roku to tylko kolejna data, która nic nie znaczy. Trochę dziwnie się z tym czuję i trochę mi tego”Gaudeamus” brak.

Zawsze lubiłam początek roku szkolnego, a potem akademickiego. Chyba nawet bardziej niż początek roku jako taki. Nowe zeszyty i kredki, nowe przedmioty, zawsze z radością wracałam do szkoły – w licem trochę mi przeszło. Za to potem na studiach początek października znowu był radosną datą. Nowe wyzwania, oczekiwania, wszystko nowe!

Z czasem trochę mi te październikowe euforie zbladły, spowszedniały, ale teraz trochę mi ich brakuje. Nawet miałam moment zawahania i zastanawiałam się, czy sobie nie znaleźć jakiejś podyplomówki. Przewertowałam oferty paru uczelni, przypomniałam sobie co to znaczy spędzać weekend na uczelni i jednak się nie zdecydowałam. Zwłaszcza, że nie znalazłam blisko niczego co by mnie naprawdę zachwyciło.

Przymierzam się za to do kursu online. Przypomniałam sobie, że przecież całe życie powtarzam, że chciałabym, żeby mi za pisanie i czytanie płacić. Jest taka robota, a nawet dwie: korektor i redaktor. I jak na zamówienie znalazłam kurs Partycji Bukowskiej – Zostań korektorką, i właśnie się nad nim zastanawiam. Pisanie pod SEO, co to je od marca intensywniej uprawiam, daje mi trochę kasy, dużo elastyczności i trochę satysfakcji. Szukam czegoś co da mi dużo satysfakcji i pozwoli na założenie DG, w końcu nie mogę (a może mogę) bujać się do emerytury na zleceniach.

A’propos bujać się. Widziałam zdjęcia mojej znajomej jak trenuje taniec na rurze. Zawsze była cichą myszką, a tu taka rycząca-na rurze-czterdziecha się zrobiła. Trochę zazdroszczę rozmachu. Początek października to czas kiedy zaczyna się sporo fajnych zajęć typu tańce, wygibasy i inne siłownie dla pań. Gdyby nie mój zwyrodniały staw biodrowy zdecydowałabym się może na trening personalny. Podoba mi się idea, że ktoś możne mi powiedzieć co mam robić, żeby tu zgubić, tam podnieść, a gdzie indziej wzmocnić. Sama bym sobie pewnie krzywdę zrobiła 😀

Póki ciepło spacerujemy, codziennie pomykam do przedszkola na moim nowym 😀 rowerze. I cieszę się, że jeszcze śniegu nie ma. Podobno nie ma złej pogody tylko źle dobrane ubrania. Ja jednak wolę mało ubrań i ciepło.

Coraz bliżej do wiosny, coraz bliżej i tego się trzymajmy!